Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarzy 5

Wyzwanie kaizen - raport, tydzień 8 i wielkie podsumowanie akcji!

Wyzwanie kaizen – raport, tydzień 8 i wielkie podsumowanie akcji!
Herbi
  • dnia 19 czerwca 2017
  • http://herbimania.com

Wyzwanie kaizen dobiegło końca! Uwierzycie? Bo do mnie wciąż to nie dociera. Czas na podsumowanie ostatniego tygodnia i całości akcji.

Wyzwanie kaizen – tydzień 7

To był cudowny tydzień. Przed wszystkim złapałam oddech w pracy, miałam długi, wolny weekend, więc było też więcej okazji do rysowania. Nawyk mam już wykształcony z całą pewnością. Dziś nawet po przyjściu z pracy złapałam za blok i ołówki, poszkicowałam i oczywiście na koniec zapisałam starym zwyczajem datę i czas. I dopiero wtedy do mnie dotarło, że wyzwanie kaizen się skończyło i nie muszę tego robić 😛

Tydzień siódmy upłynął mi pod znakiem wyzwania. Wykupiłam internetowy kurs anatomii i rysowania postaci ludzkich i zabrałam się za to, co mnie zwykle w rysowaniu najbardziej przerażało. Bo rysowanie ludzi jest trudne, ale teraz już wiem, że prędzej czy później je opanuję. Na razie, zgodnie z zaleceniami nauczyciela, pasjami rysuję uproszczone figurki w różnych pozach, by zrozumieć jak zachowuje się ludzkie ciało w ruchu.

Podsumowanie czasu

poniedziałek (12.06.): 20 min.
wtorek (13.06.): 15 min.
środa (14.06): 18 min.
czwartek (15.06.): 13 min.
piątek (16.06.): 12 min.
sobota (17.06.): 40 min
niedziela (18.06.): 23 min.

Razem: 141 min., czyli dwa razy dłużej, niż podstawowe założenie na ten tydzień 🙂

Finał wyzwania

Podsumowując wyzwanie kaizen muszę powiedzieć, że podchodziłam do niego z pewną (ukrytą) dozą sceptycyzmu. To wszystko brzmiało świetnie i niemal zbyt dobrze, by było prawdziwe. Muszę jednak powiedzieć, że obietnice, jakie Robert Maurer składa w swojej książce wcale nie okazały się przesadzone. Ta metoda okazała się jakby skrojona na moją miarę. Ani razu nie czułam się udręczona tym, że „muszę”, żadnego dyskomfortu. Być może dlatego, że wyrabiałam nowy, pozytywny nawyk, a nie próbowałam się pozbyć starego. Z pewnością nie chcę rozstawać się z kaizen i być może następnym celem będzie właśnie uwolnienie się od jakiegoś niedobrego przyzwyczajenia.

Bardzo podobało mi się, że efekt synergii, o którym pisałam po pierwszych kilku tygodniach utrzymał się aż do końca wyzwania. Stałam się bardziej systematyczna w wyrabianiu innych nawyków, które nie były w zasadzie objęte wyzwaniem. Na przykład zaczęłam realizować plan biegowy: „Od 0 do 5 km w 9 tygodni”. Właśnie zaczęłam tydzień 7 i ani razu nie opuściłam treningu (plan także jest opracowany tak, by postępy były stopniowe).

Kaizen sprawdził się całkiem nieźle w „warunkach bojowych” – przynajmniej połowa tygodni wyzwania minęła mi bowiem na bardzo intensywnej pracy zawodowej, były późne powroty do domu itd. Na pewno nie jest więc tak, że wytrwałam, gdyż było mi łatwo.

A teraz jeszcze czyste fakty, czyli matematyczne podsumowanie: założenia kontra rzeczywistość w ciągu 8 tygodni wyzwania:

Tydzień 1: 101 min.
Tydzień 2: 86 min.
Tydzień 3: 95 min.
Tydzień 4: 103 min.
Tydzień 5: 57 min.
Tydzień 6: 401 min.
Tydzień 7: 63 min.
Tydzień 8: 141 min.

Razem: 1047 min.

Plan minimum zakładał 10 min. x 7 dni x 8 tyg., czyli 560 min. Oznacza to ni mniej ni więcej, tylko tyle, że niczym prawdziwy przodownik pracy wyrobiłam 187% normy 😀 I pomyśleć, że gdyby nie wyzwanie kaizen pewnie nadal siedziałabym na kanapie i powtarzała sobie, że kiedyś powinnam wrócić do rysowania 😉

Oczywiście nadal nie jestem artystką, ani nawet zaawansowanym amatorem, ale nie zamierzam rezygnować. Co więcej, nabrałam takiej pewności siebie, że postanowiłam zmierzyć się ze wspomnianym powyżej tematem, który zawsze mnie onieśmielał, czyli rysowaniem postaci ludzkich.

To jest ten dodatkowy „bonus”, jaki dało mi wyzwanie. Oprócz poprawy umiejętności rysowania zyskałam poczucie, że mam moc sprawczą, że mogę niezależnie od wieku zawsze wykonać pewne kroki przybliżające mnie to własnej wizji szczęścia, spełnienia, rozwoju. I to daje mi niesamowitego kopa motywacyjnego do stosowania kaizen w najróżniejszych dziedzinach życia.

Wyzwanie pewnie nie przysporzyło popularności blogowi – nie przyciągnęło tłumów, część ludzi pewnie nawet odstraszył brak postów dziewiarskich i natłok „kaizenowych”. Wiem jednak, że tej grupce osób, które się do mnie przyłączyły też nie poszło najgorzej – mam nadzieję, że same dokonają podsumowania w komentarzach. Chciałam tylko Wam bardzo podziękować, że tu byłyście, że dzieliłyście się na bieżąco swoimi postępami, że wspierałyście mnie i siebie nawzajem. Tak właśnie powinien działać Internet – łączyć ludzi, a nie być miejscem wylewania pomyj. Dziękuję :-*

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Komentarze

  1. Poziomka

    Taaa, dla kogo koniec, dla tego koniec. Nie dosc ze spoznilam sie chyba 2 tygodnie, to jeszcze w zeszlym tygodniu, byczac sie na pierwszym od lat urlopie, zawiesilam kaizen na kolku. Wiec o koncu nie mam co mowic. Ale po powrocie bez problemu wskoczylam w rutyne, czyli chyba nawyk dziala. Nawet rozszerzam sobie rutyne, zeby sie nie nudzic. Moze za kilka tygodni dam znac, jak mi poszlo te 8 tygodni. Na razie nic nie mowie, zeby nie zapeszyc.
    Dzieki, Herbi, za wyzwanie. Bez Twojej zachety, ja takze siedzialabym na kanapie i jeczala, ze musze zaczac cwiczyc :-*

  2. Zofia Holszańska

    Dziękuję za inspirację. Byłam, coś mi się udało, nie wszystko, ale to też jest sposób na poznanie swoich słabości. Kaizen stosuję od dawna, teraz pomogło mi się przymierzyć do kolejnych, nowych trudnych wyzwań.
    Te tygodnie zmusiły mnie do podjęcia decyzji, dotyczących mnie samej, moich marzeń, mojego codziennego funkcjonowania, mojego wartościowania czasu. Paradoksalnie udało mi się przekonać samą siebie, że cierpliwość doprowadzi mnie na sam szczyt. Poza strefę komfortu.
    Nawet jeżeli mi to nie wyjdzie, to nie będę żałować, że nie spróbowałam.
    W marcu tego roku ukończyłam swój pierwszy bieg narciarski, za rok chcę ponownie pobiec, żeby w 2020 roku pobiec w biegu masowym zaliczanym do światowych biegów masowych na dystansie 25 km. I wiem, że może przesunie się czas realizacji marzenia, ale że na pewno małymi krokami jestem w stanie to osiągnąć.
    To tylko jeden z przykładów.
    Napiszę tez książkę, bo mam ja w konspekcie, tylko trzeba zacząć. Od jutra 15 minut dziennie, codziennie.
    I nawet jeżeli mam teraz złamaną rękę, to nie zatrzymuje mnie w drodze, zmienia tylko optykę na ten moment i sprawia, że szukam rozwiązań mimo trudności.
    Najważniejszą rzeczą jest skupienie na tym, żeby robicć coś co nas fascynuje tylko w tym danym dniu. Nie myślę o tym, że np. napisanie książki to jest ogroooomna praca. Bo tego dnia mam tylko 15 minut się tym zajmować.
    I już.
    Teraz będę się za chwile rehabilitować. Z kaizen. 15 minut dziennie. Dziergając, a potem już normalnie ;).
    Dziękuję za wszystkie dobre i potrzebne i te trudne Wasze doświadczenia.
    Wysyłam do Was dużo pozytywnej energii i siły.

  3. Brawo Ty! *^V^*
    Ja nie miałam konkretnych celów, ale obserwowałam siebie i moje podejście do wielu spraw, i zdecydowałam się wyluzować. Dzięki temu na przykład zmieniłam moje „absolutnie nie umiem rysować przestrzeni miejskiej” w „spróbuję narysować ten dom i zobaczymy, jak mi wyjdzie”, i jakoś to idzie, bo zmieniłam mój sposób myślenia a wraz z nim zmieniło się moje podejście i zamiast narzekać, że nie umiem – ćwiczę, próbuję, nie oceniam swoich umiejętności. Czyli w sumie można powiedzieć, że ja właśnie pozbyłam się czegoś, co nie było mi do niczego potrzebne! ^^*~~

  4. Beata

    A ja osiem tygodni ćwiczyłam jogę codziennie,No może ze trzy razy opuściłam nie z mojej winy, ale szło mi chyba za dobrze bo jak tylko minęło te 8 tygodni to przestałam całkowicie.Brakuje mi kurczę czasu bo jeszcze trochę biegam,trochę rower i na wszystko czasu brak.Jakis głupi ten mój post wyszedł,ale tak to widzę.

  5. Beata

    Herbimanio a gdzie ty przepadłas?Przenioslas się gdzieś czy co ?Zagladam i zaglądam ciagle na próżno

Dodaj komentarz