Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

Brak komentarzy

o stylu z Iris i nie tylko...

o stylu z Iris i nie tylko…
Herbi
  • dnia 30 listopada 2014
  • http://herbimania.com

Wystarczy ją raz zobaczyć, by zapamiętać na zawsze – siwe włosy, wielkie okulary, intensywne kolory ubrań i ekscentryczna biżuteria. Iris Apfel – nie lubię określenia „ikona mody”, ale jeśli istnieje takie zjawisko, to Iris jest nim na pewno. Projektantka wnętrz, która urządzała Biały Dom kilku prezydentom, niezwykła osobowość i choć kobietom się wieku nie wymawia, muszę to powiedzieć – ponad dziewięćdziesięcioletnia dama, która wraz z biegiem lat staje się coraz bardziej interesująca.

Gdy ujrzałam pierwszy raz jej zdjęcie, pomyślałam: „Zawsze tak sobie wyobrażałam Minnie Castevet!”, a zaraz potem: „Dałabym się pociąć za tę biżuterię!”. Iris Apfel w rzeczywistości nie ma nic z charakteru demonicznej postaci z „Dziecka Rosemary”, choć nie dam głowy, czy gdzieś w jej bogatych zbiorach etnicznej biżuterii nie kryje się wisiorek z korzeniem tanisu 😉 Ma za to ciekawe poglądy na to, czym jest dobry styl ubierania się. I o tym właśnie dziś chciałam słów kilka. Bo Pani Apfel jest klasycznym przykładem kobiety, która swój styl jasno określiła, jest mu wierna od wielu lat i kompletnie nie przejmuje się tym, czy się to komuś podoba czy nie. Uważam, że to dużo ważniejsze niż pogoń za ulotnymi, sezonowymi trendami i wbijanie się w modne fasony, niezależnie od tego, czy dobrze się w nich czujemy, czy nie. Sama intensywnie jeszcze nad swoimi stylem pracuję, ale muszę powiedzieć, że z wiekiem wybory stają się coraz bardziej oczywiste i łatwiejsze 😉

Poniżej kilka lekcji obrazkowo- słownych od Iris Apfel:

http://edgifyme.com/content/uploads/2013/08/Iris8.jpg

źródło: edgifyme.com

Kobieta powinna znać siebie i wiedzieć, na co może sobie pozwolić, nie tylko pod względem finansowym, także biorąc pod uwagę to, z czym jest w stanie sobie poradzić. Powinna wiedzieć, czy chce zainwestować czas w autoanalizę i eksperymenty – to nie pojawi się znikąd. Indywidualny styl to nastawienie, nastawienie i jeszcze raz nastawienie. Musi wypływać z wnętrza. Musisz sama się rozwijać. To zabiera czas i nie jest łatwe. (…) Nie musisz wyglądać jak modelka z żurnala, jeśli wiązałoby się to ze zdenerwowaniem i stresem, to ja wybrałabym raczej kiepski ubiór. Najważniejsze, żebyś była szczęśliwa. Jeśli chcesz poeksperymentować, śmiało – nikt nie wtrąci Cię do więzienia za to, że kupiłaś nieodpowiednią spódnicę.

http://www.pem.org/writable/resources/image/overlay_full/iris-apfel-portrait_bruce-weber_.jpg

źródło: pem.org

Gdy masz ułożone włosy i fajne buty, to sprawa załatwiona!

http://wesleepintents.com/wp-content/uploads/2014/04/IMG_2757_2-copy-copy.jpg

źródło: wesleepintents.com

Powinnaś znać siebie i wiedzieć, co możesz nosić. Jeśli nie jest ci wygodnie, to niezależnie od tego, jak dobrze jesteś ubrana, nie będziesz wyglądać dobrze. Ja wolę być szczęśliwa i czuć się komfortowo.

http://1.bp.blogspot.com/-WfNkXOARWpM/T3JYFw_BZKI/AAAAAAAABvM/juwZJUitnpc/s640/iris_apfel.jpg

Nie musisz od razu trącić myszką, ale to chyba Coco Chanel powiedziała: Nic nie postarza kobiety tak bardzo, jak desperackie próby odmładzania. Uważam, że można być atrakcyjną w każdym wieku. Sądzę, że pozowanie na podlotka, gdy nim nie jesteś sprawia, że wyglądasz niedorzecznie.

Szukając cytatów z wypowiedzi Iris Apfel trafiłam przypadkowo na stronę „A Dress A Day„, a na niej na tekst tak trafnie oddający moje przemyślenia na temat stylu, że żal by było go nie przetłumaczyć. Mam nadzieję, że wam się też spodoba:

(…) Nie musisz być ładna. Nie masz obowiązku bycia ładną dla nikogo. Ani dla Twojego chłopaka/męża/partnera, ani dla współpracowników, a zwłaszcza nie dla przypadkowych mężczyzn na ulicy. Nie masz takiego obowiązku wobec swojej matki, ani dzieci i cywilizacji w ogóle. Uroda to nie czynsz, jaki płacisz za zajmowanie przestrzeni opatrzonej nazwą kobieta.

Nie mówię, że NIE POWINNAŚ być piękna, jeśli tego pragniesz. (inaczej mówiąc, feminizm nie wymaga od Ciebie brzydoty). Piękno jest przyjemne i zabawne, i satysfakcjonujące i sprawia, że ludzie się uśmiechają, często nawet do Ciebie. Jednak w hierarchii ważności piękno znajduje się kilka szczebli poniżej szczęścia i znacznie niżej niż zdrowie, a jeśli traktujesz je jako pokutę lub powinność, to oddalasz się tak bardzo od niezależności, że musisz mocno zmrużyć oczy, by zobaczyć ją za mgłą.

Jednak co „nie musisz być ładna” oznacza w praktyce, w codziennym życiu? Oznacza, że nie musisz przepraszać za to, że nosisz ubrania, które ktoś uważa za „nietwarzowe” lub „niemodne” – zwłaszcza, jeśli sprawiają, że czujesz się bardziej szczęśliwa, niż mając świadomość, że jesteś ładna. A co, jeśli Twój ulubiony kolor nie jest dla Ciebie „odpowiedni”? Co, jeśli jesteś „zbyt gruba” (według pewnych arbitralnych standardów), by nosić top bez rękawków? Jeśli się umyłaś i okryłaś dostatecznie, by uniknąć posądzenia o obrazę moralności publicznej, opatrzyłaś wszelkie otwarte rany, to możesz nosić każdy kolor i wybrać dowolny styl, jeśli tylko Cię to uszczęśliwia.

Miałam zamiar narysować poręczne „drzewko decyzyjne” na temat urody, ale na końcu każdej gałęzi musiałoby się znaleźć okienko z napisem: „powiedz marudom, żeby spadali”, więc byłoby to raczej mało przydatne narzędzie.

Piękno, choć to smutne, może mieć określoną datę ważności. Jest tak mocno związane z młodością, że w pewnym momencie (jeśli będziesz mieć szczęście), będziesz musiała stać się absolwentką piękna. Czasem (…) możesz odejść tak daleko od bycia ładną, że zanim się obejrzysz, staniesz się stylowa, a nawet frapująca (lub, jak się to określa w branży modowej, jolie laide). Nie dojdziesz tam jednak, jeśli będziesz myśleć, że musisz kierować się wszystkimi znakami z napisem „tędy do Ładnie”. Dostaniesz się tam podróżując drogą, którą uważasz za najbardziej interesującą (i pies tańcował z wszystkimi krytykantami marudzącymi: „ale to nie jest ŁADNE”!)

Dodaj komentarz