Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarze 2

o tym, że Too-Tiki miała rację...

o tym, że Too-Tiki miała rację…
Herbi
  • dnia 3 grudnia 2014
  • http://herbimania.com

Pokazywałam już to zdjęcie na fejsbukowym profilu Herbimanii, ale ponieważ zainspirowało mnie na tyle, by stworzyć jakiś „ciąg dalszy” , to pojawi się także na blogu. Znalezione w sieci, nie bardzo wiem, czyj to projekt wiem tylko, że sweterek można było kupić w sklepie internetowym madewell.com

Jest kwintesencją tego, co lubię najbardziej w modzie – prostota, minimalizm, fajna faktura. Ciuch, w którym czujesz się jak w bezpiecznej kryjówce, w którym ogarnia cię spokój i poczucie bezpieczeństwa – bezpretensjonalny, wygodny w domowych pieleszach i do „przepchnięcia” nawet w korporacyjnym środowisku (u mnie w pracy nawet codziennie, w innych miejscach pewnie tylko „casual Friday” byłby odpowiednią okazją).

Oczywiście natychmiast zapragnęłam czegoś podobnego i już rzuciłam się do zakupów w necie, gdy przypomniałam sobie o tonach włóczek zalegających po szafach, włóczek pięknych, o szlachetnym składzie, ale z jakiegoś powodu zawsze nieodpowiednich do projektu, który akurat mam na myśli 😉

– O nie! – pomyślałam sobie – Wysil się i znajdź, coś co będzie odpowiednie do tego modelu.

I oczywiście trzeba było pójść na mały kompromis. Wykopałam z czeluści mojego włóczkowego skarbca mięciutką wełnę jagnięcą w kolorze, hmm mocno ecru, czyli takim, jaki kiedyś chciałam włączyć szerzej do swojej garderoby, ale jakoś nie wyszło, głównie z tego względu, że nie jestem przekonana czy – ja to się ładnie mówi – schlebia mej urodzie 😉 Tę recyklingowaną włóczkę upolowałam wiele lat temu na Allegro. Postanowiłam ją „przybrudzić” innym kolorem. Wymyśliłam, że odpowiedni będzie do tego inny „pułkownik” od lat czekający, aż coś z niego wydziergam – cieniutka, szara włóczka z dużą dozą jedwabiu („Silk” z Yarn Artu, 50% jedwabiu, 10% moheru, 40% merino), z której próbowałam już chyba z cztery razy coś wykombinować i zawsze kończyło się po paru centymetrach robótki.

Sama nie wiem, czy rezultat połączenia tych dwóch kolorów satysfakcjonuje mnie, czy nie. Jednego dnia podoba mi się bardzo, innego tak sobie. Ale uparcie brnę w tę robótkę. Niestety, nawet połączenie dwóch nitek nie pozwoliło na uzyskanie takiej grubości włóczki, by ścieg „ryżowy” wyszedł odpowiednio „mięsisty” – jest nieco subtelniejszy, niż ten na oryginalnym zdjęciu, ale uważam, że wygląda tak całkiem atrakcyjnie. Sweter dziergam intuicyjnie, projektując poszczególne elementy na bieżąco, więc sama jestem ciekawa, czy da się to później poskładać w całość. Na razie wygląda na to, że włóczki nie starczy jednak, by dokończyć robótkę, ale wymyśliłam, że w takim razie spróbuję znaleźć coś podobnego, tylko w odwrotnym układzie – grubsza nitka szara, cieńsza ecru i będzie taki „łaciaty otulacz”.

Ogólnie więc na razie nowy projekt mogę podsumować słowami Too-Tiki z „Zimy Muminków”:

Wszystko jest bardzo niepewne i to właśnie mnie uspokaja 😉

Komentarze

  1. Ryż to jest to. Ma same zalety – wyrazistość, urok… Ale mój monitor chyba nie pokazuje kolorów, gdyż zaprezentowany rękaw jest po prostu brudnobiały. Po wielkiemu cichu obejrzę w pracy 🙂

    • No bo on jest taki – brudno-biały, nie wiadomo jaki, trochę bardziej ecru w rzeczywistości 😀

Dodaj komentarz