Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

Brak komentarzy

o stylu z Michele Lamy: tatuaże, złote zęby i rock‘n’roll

o stylu z Michele Lamy: tatuaże, złote zęby i rock‘n’roll
Herbi
  • dnia 9 lutego 2015
  • http://herbimania.com

Nie znam nikogo, kto lepiej uosabiałby przymiotnik „ekscentryczny” i bardziej kojarzył się z cyganerią. Michele Lamy, kobieta niezwykła, kobieta o wielu talentach, muza i człowiek, który zawsze pozostaje wierny sobie. Jej życiorys obfituje w tak fantastyczne wydarzenia, że stanowi gotowy pomysł na fascynującą książkę.

O początkowej fazie jej życia niewiele wiadomo, najprawdopodobniej ma algierskie korzenie, lecz urodziła się we Francji, jakieś 60 lat temu. Zaczynała po mieszczańsku, w zamożnej rodzinie. Postanowiła studiować prawo i zostać obrońcą. Jednak szybko stwierdziła, że to nie dla niej i zaczęła pracować jako… striptizerka.

W latach sześćdziesiątych brała udział w studenckich protestach w Paryżu, była też swego rodzaju protegowaną francuskiego filozofa Gillesa Deleuze. Mając 30 lat wyjechała do Kalifornii, gdzie obracała się w otoczeniu miejscowych artystów i urodziła córkę o oryginalnym imieniu Scarlett Rouge. Wkrótce stała się jedną z najbardziej znanych postaci undergroundowej kultury Los Angeles. W połowie lat dziewięćdziesiątych otworzyła restaurację połączoną z kabaretem o nazwie „Les Deux Cafes”, w której spędzała większość czasu i w której obejrzeć można było występy niezależnych artystów, transwestytów i spotkać co bardziej egzotyczne osobowości kalifornijskiego miasta. Tam też poznała młodego projektanta Ricka Owensa, którego zatrudniła, aby przygotowywał wykroje do jej własnej kolekcji ubrań o nazwie Lamy. Mimo dużej różnicy wieku wkrótce stali się nierozłączną parą, którą pozostają do dziś. W 2003 roku przeprowadzili się do Paryża, gdyż tam łatwiej było Owensowi rozwijać swoją karierę projektanta mody.

Michele Lamy
(źródło: ponystep.com)

Obecnie Michele zajmuje się projektowaniem mebli – równie dziwnych, co ona sama. Jej związek z Owensem jest naprawdę niezwykły – widać, że panuje między nimi wielka zażyłość, a jednocześnie czułość, że są partnerami i przyjaciółmi i że wzajemnie twórczo się napędzają i uzupełniają. Michele w żadnym wypadku nie stoi w cieniu Owensa, choć często służy mu radą (podobno to ona szepnęła mu do ucha, by zajął się młodym, obiecującym człowiekiem, którym okazał się Gareth Pugh).

Michele Lamy
(źródło: rocaille.it)

Jej styl jest bardzo wyrazisty, bardzo indywidualny i bardzo ekscentryczny. Paznokcie i czubki palców zabarwione na ciemno. Na czole pionowa linia przypominającą nieco hinduistyczną tilakę, lecz pozbawioną religijnego znaczenia. Ma wytatuowane usta i złote zęby wysadzane małymi diamentami – bo się jej podobają, długie, ciemnowiśniowe, farbowane henną włosy, zawsze podkreśla oczy kholem i z upodobaniem nosi ciężką, prymitywną, srebrną biżuterię w dużych ilościach – pierścionki, naszyjniki, kolczyki oraz piercingi. Preferuje też oryginalne nakrycia głowy, buty na wysokich platformach oraz odzież w mrocznych klimatach – od lat głównie ubrania z kolekcji swojego utalentowanego męża (młodszego od niej o jakieś kilkanaście lat).

Nie określiłabym jej mianem „pięknej”, ale na pewno jest fascynująca i ma w sobie coś przyciągającego uwagę (i nie chodzi mi tu o wygląd, lecz o aurę kogoś, kto wie dokładnie, czego chce i żyje zgodnie z własnym wewnętrznym kompasem, niezależnie od tego, jaką opinie na ten temat mają inni). Stylu Lamy nie da się skwitować stwierdzeniem: „O, jak ładnie wyglądasz”, ten styl „rąbie” po oczach i pozostawia nas ze szczęką umiejscowioną gdzieś na podłodze. Jest tak inny, tak bezczelny, tak ostentacyjnie obojętny wobec obowiązującej mody, że trudno go nie docenić. Córka Michele określa go jako: „coś pomiędzy plemiennym szykiem a bionicznym wojownikiem”. Sama Michele przyznaje, że najbardziej fascynują ją nomadowie, ze szczególnym uwzględnieniem Berberów (zwłaszcza ich zwyczaj noszenia całego majątku na sobie) oraz kobiety z Północnej Afryki i… Marlena Dietrich.

Michele Lamy
(źródło: oystermag.com)

Michele jest też posiadaczką kilku ciekawych kolekcji – srebrnych, „plemiennych” pierścionków (przyjaciele kupują je jej w prezencie), niecodziennej biżuterii (w tym prezent od męża, naszyjnik wykonany z kręgosłupa węża), masek voodoo i różnych artefaktów antropologicznych – jakże stosownie dla kogoś, kto przypomina szamankę lub kapłankę dawno zapomnianego, mrocznego kultu.

W Michele Lamy podoba mi się to, że nie boi się kierować w życiu instynktem i uczuciami, że nie jest pragmatyczna, a mimo to zawsze – niczym kot – wydaje się lądować bezpiecznie na czterech łapach. Poza tym, jak wiele znacie 60-latek, które znają się na modzie, wyglądają jak nie z tego świata, w wolnych chwilach trenują boks, relaksują się w hammamie i ćwiczą na siłowni w ciuchach od Comme der Garşons?.

I lubię jej definicję piękna: „Piękno to możliwość starzenia się z satysfakcją i wyobraźnią”.

(zdjęcie tytułowe:ponystep.com)

Dodaj komentarz