Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarze 3

Wyzwanie kaizen – raport, tydzień 7

Wyzwanie kaizen – raport, tydzień 7
Herbi
  • dnia 15 czerwca 2017
  • http://herbimania.com

Mój przedostatni tydzień wyzwania kaizen przebiegał pod znakiem plag biblijnych. Wszystko się waliło i spiętrzało, do weekendu dociągnęłam ostatkiem sił i – jak się możecie domyśleć – odbiło się to mocno negatywnie na rysowaniu.

Tydzień siódmy (przedostatni już!!!) wyzwania kaizen był dla mnie bardzo ciężki i przeciągnął się nawet na bieżący tydzień. Stąd składam raport dopiero dziś, a nie w poniedziałek. Zwyczajnie nie miałam siły i czasu, by wcześniej coś napisać. No cóż, „shit happens”, jak to mówią.
W sumie jednak cieszę się, że tak się stało, bo to była dobra okazja, by przetestować, czy rzeczywiście wyzwanie kaizen pozwoliło mi wytworzyć silny, nowy nawyk.

Wyzwanie kaizen – raport z tygodnia 7

Na początku, przed rozpoczęciem wyzwania oczekiwałam (albo przynajmniej miałam nadzieję), że w siódmym tygodniu codziennego ćwiczenia będę już rysować niejako nawykowo. I rzeczywiście – te 10 min. z ołówkami i papierem stało się już takim stałym elementem dnia, że wcale nie muszę sobie specjalnie przypominać o tym, by to zrobić. Nie potrzebuję już początkowych pomocy w postaci stałej godziny i sekwencji czynności. Co więcej, gdy nie mogę rysować w danym dniu, zaczynam odczuwać pewien niepokój, rozdrażnienie – podobnie jak wtedy, gdy nie mogę wypić mojej tradycyjnej kawy ok. 11:00 przed południem 😉 To wyraźny znak, że rysowanie stało się nawykiem.

W zeszłym tygodniu parę razy zdarzało mi się wracać do domu po 20:00, albo pracować popołudniami i wieczorami. Bywały dni (niestety aż 3), gdy świadomie rezygnowałam z rysowania, bo powieki same mi opadały i marzyłam jedynie o śnie i odpoczynku. Za każdym razem jednak miałam właśnie takie objawy, jak nałogowiec, który nie może poświęcić się swojemu nałogowi. Dlatego, mimo że tydzień nie był udany pod względem czasu, jaki spędziłam rysując, nie uważam go za stracony.

Mimo trudności nie porzuciłam także realizacji planu biegowego „od 0 do 5 km w 9 tygodni” – skończyłam tydzień 5. Myślę, że świadczy to o tym, że kaizen oddziałuje jednak synergicznie na inne dziedziny życia niż ta, wybrana, w której chcielibyśmy się doskonalić.

Wnioski opiszę szerzej w przyszłym tygodniu, w podsumowaniu wyzwania kaizen, ale zdradzę wam, że 8 tydzień zapowiada się bardzo obiecująco 🙂

Podsumowanie czasu

poniedziałek (05.06.): 17 min.
wtorek (06.06.): 0 min.
środa (07.06): 11 min.
czwartek (08.06.): 15 min.
piątek (09.06.): 20 min.
sobota (10.06.) 0 min
niedziela (11.06.): 0 min.
Razem: 63 min., czyli nieco mniej niż założone minimum 70 min./tydzień.

Bardzo jestem ciekawa, co u Was wydarzyło się w przedostatnim tygodniu wyzwania kaizen!

Zapisz

Komentarze

  1. Zofia

    Jak dobrze czytać Ciebie. Tyle dobrych myśli.
    Sen – reaguję na budzik zaganiający mnie do spania. To jest postęp.
    Ćwiczenia – nawyk wyrobiony bardzo się przyda w ostatnim tygodniu – wczoraj odcięło mi prąd na 13 km treningu nartorolkowego. W sensie ocknęłam się na asfalcie, ta sama ręka (podejrzenie mikrozłamań) – więc wyrobiony nawyk rehabilitacyjny przyda się jak tylko zdejmę ortezę.
    Wysyłam Wam wszystkim bardzo pozytywne dobre myśli.
    Kaizen działa, czasem wolniej niż byśmy chcieli, szczególnie jeżeli ktoś jest tak niecierpliwy jak ja.
    Wyzwanie też sprzyjało u mnie wielu przemyśleniom, co jest dla mnie najważniejsze w ramach moich pasji. Wymyśliłam nic odkrywczego, że liczy się jakość, a nie liczba przedzierganych oczek, przeczytanych książek, przebiegniętych kilometrów.
    Podjęłam się też dzięki tym przemyśleniom, że zacznę pisać książkę, która od jesienie mam w planach – zacznę od wakacji, kilkanaście minut dziennie jej poświęcając. I w 2020 roku pobiegnę w Biegu Piastów na dystansie 25 km CT Wolrdloppet.
    I wiem, że to jest możliwe. Nawet jeżeli czas trzeba będzie przesunąć, to jednak, realny powrót do praktyki małych kroków dał m dużo siły i poprawił moja wewnętrzna spójność.
    Bardzo dziękuję Wam wszystkim.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • O matko, uważaj na siebie z tymi nartorolkami !!! Ale reszta planów imponująca i budująca. Będę Ci bardzo kibicować i cieszę się, że na ciebie też kaizen działa – choć, tak jak mówisz, czasem człowiek chciałby szybciej 😉

      • Zofia

        Dziękuję. Kaizen przydał się także już wcześniej we wprowadzeniu rutyny drobnych codziennych ćwiczeń na kręgosłup szyjny bo to on (stan powypadkowy) był przyczyną odcięcia.
        Ale zdarzyło się coś innego także. Kiedy tak siedziałam w kolejce na rtg (długiej) to pierwszy raz nie myślałam o tym jak niefajnie jest, jak źle, że to się stało (początkowy upadek emocjonalny) tylko od razu zaczęłam projektować co mogę zrobić, żeby w drodze powrotnej do stanu sprzed upadku jednak dążyć do swojego celu. Skupiłam się na działaniu, na kolejnych małych krokach. To jest właśnie kaizen w czystej postaci.
        I chociaż ręka w ortezie na kilka tygodni to ja od jutra wracam na treningi tylko …. inne. Zatem ciągle jestem w drodze.
        Próbowałam też dziergać i się da, tylko może na grubszych drutach będzie wygodniej. Paradoksalnie w tym przypadku kilka rzędów może być …. rehabilitacją. I znowu ten …. kaizen :).
        Uściski <3 Uciekam bo Ci całą stronę zapiszę ;).

Dodaj komentarz