Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarzy 5

oswajanie koloru

oswajanie koloru
Herbi
  • dnia 5 listopada 2014
  • http://herbimania.com

Z kolorami łączy mnie stosunek, który można by określić klasyczną ambiwalencją. Z jednej strony uwielbiam oglądać piękne, wielokolorowe zestawienia: podziwiam tętniące życiem i radością projekty Kaffe Fasseta, wielbię wręcz jedyną w swoim rodzaju umiejętność Japończyków do zestawiania kolorów i wzorów, które pozornie nie powinny do siebie pasować, a tworzą zapierającą dech w piersiach całość:

źródło: http://geisha-kai.tumblr.com

źródło: http://www.faburiq.com

(rozumiecie, co mam na myśli? 😉 i nieustająco zachwycam się tradycyjnymi, pstrokatymi strojami indyjskimi i w ogóle odzieżą „ludową”, w której zwykle kolory wybijają się na pierwszy plan. Z drugiej strony, gdy przyjdzie co do czego dokonuję bardzo konserwatywnych wyborów dotyczących własnej garderoby. Przeważnie pada na szarość, którą bardzo lubię i która pasuje do mojego zimnego typu urody i szpakowatych włosów. Poza tym mam wrażenie, że przy dość ekstrawaganckiej fryzurze wielokolorowa odzież upodobniłaby mnie nieco do klauna 😉

Nie tak dawno odkryłam jednak świetny blog The Vivienne Files, który w bardzo przystępny sposób przybliża zasady komponowania kolorystycznego garderoby tak, by była harmonijna, elegancka, funkcjonalna i dawała użytkownikowi dużą swobodę wyboru. Naprawdę polecam zajrzeć tam i zagłębić się w lekturze (jest pisany w języku angielskim, ale zawiera wiele lustracji, które pozwalają się również dobrze zorientować w temacie). Zainspirowana Vivienne Files postanowiłam lepiej zorganizować swoją szafę i wpuścić do niej nieco więcej kolorów, przy czym wszystkie powinny być dopasowane do mojego typu urody (tzw. „zimne lato”, czyli lato, któremu „uchodzą na sucho” niektóre odcienie typowe dla „zimy” – ale to kolejny temat rzeka – może na osobny post?) W założeniu ma to wyglądać tak:

  • baza: szarość/grafit, granat, czerń (nie powinnam nosić czerni, ale za bardzo ją kocham, żeby z niej zrezygnować)
  • kolory komplementarne: fiolet/wrzos, turkus, bordo/czerwone wino
  • dodatki: żywsze/jaśniejsze odcienie kolorów komplementarnych, „zimna” żółć.

I zobaczymy, co z tego wyjdzie – na razie muszę zbudować sobie dobrą bazę i krytycznie przyjrzeć się odzieży, która już wisi w szafie. Na pewno zostanie w niej nabyta niedawno, dopasowana kurteczka w kolorze ciemnego, zgaszonego turkusu, do której udziergałam ostatnio komin na chłodniejsze dni. To była bardzo przyjemna „samodziergająca się” robótka. Komin zrobiony jest na drutach na żyłce nr 6 (o ile mnie pamięć nie zawodzi). Wymiary: 49 cm wysokości, 37 cm szerokości. Zużyłam na niego niecałe trzy motki włóczki: 1 motek Alize Lanagold (skład: 49% wełny, 51% akrylu) w kolorze 463 „lodowiec”, 1 motek Alize Lanagold w kolorze 640 „ciemny turkus” i 1 motek Alize Lanagold Batik Design (skład: 49% wełna, 51 % akryl) w kolorze 4294 (różne odcienie turkusu + biel i kapeńka czerni oraz szarości).

Komin dziergałam z dwóch nitek; zaczęłam od dwóch nitek w kolorze „lodowcowym”, później jedną z nich zamieniłam na „Batik Design”, następnie kawałek dwoma nitkami „Batik Design”, kolejny kawałek: 1 nitka „Batik Design” i 1 ciemnoturkusowa i na koniec 2 nitki ciemnoturkusowe. Powstał z tego taki lekko zaburzony efekt „ombre”. Generalnie gotowy komin przypomina mi arktyczne lodowce.

źródło: http://www.dforceblog.com

Duży udział dość dobrego jakościowo akrylu powoduje, że włóczka Lana Gold nadaje się do dziergania wyrobów, które stosunkowo często się nosi, brudzi i pierze. Jest sprężysta, miła w dotyku (co ważne, w przypadku komina, w którego wtulam twarz przy nieprzyjemnej pogodzie), łatwo się pierze i (na razie) nie mechaci się.

Tak chwilowo postępuje moje oswajanie koloru, nieśmiało, ale jednak do przodu. A jak to wygląda u was? Bawcie się kolorami, pławicie się w nich, czy obchodzicie łukiem ?

Komentarze

  1. Jeej to faktycznie lodowiec – w dodatku z niebem w tle!
    W kwestii kolorów mam lekkie rozdwojenie jaźni: na co dzień właściwie wyłącznie czerń (jeśli założę coś czerwonego albo fioletowego, to jest to święto i znajomi pytają, co się właściwie stało 😉 ). Natomiast w tańcu czerni nie noszę prawie w ogóle, bawię się dziwnymi połączeniami i w najlepsze hasam poza swoją strefą komfortu 😉

  2. Tak musi wyglądać zorza polarna nad lodowcem. Piękne zestawienie barw!
    Ja kolorystycznie jestem jesienią i choć zachwycam się stonowanymi szarościami na innych, to sama w nich ginę. Dlatego w mojej szafie trudniej znaleźć małą czarną (choć tam jest! ale tylko jedna) niż stroje we wszystkich możliwych kolorach. Ostatnio przechodzę fazę na blady róż zestawiony ze złotem, nieodmiennie też wierna jestem barwom podniebno-morskim 🙂

  3. Mam podobnie z miłością do kolorowych i wzorzystych „Fassetow” oraz szeroko pojętej „bohemy kolorystycznej”. A potem wracam do moich jednokolorowych ubranek. Najbezpieczniej od lat czuję się w brązach, ale na starość nęci mnie trochę zmian, więc tu i tam się nieco rozweselam, ale dość powoli mi to idzie, przyznaję … 🙂

  4. Kolory, kolory! Nasycone i mocne – kobalty, błękity, zielenie, fiolety, czerwień! Byle nie biel i czerń, bo wyglądam w nich słabo 🙂
    Lubię włóczki Alize, bardzo przyjazne 🙂

  5. Bardzo fajna kombinacja kolorów, na człowieku wygląda nawet lepiej niż na plaskacza.
    Ja, jak wiesz, nie boję się żadnych kolorów oprócz jasnego żółtego blisko twarzy, bo robi coś paskudnego z moją cerą. Ostatnio też zaczęłam przemyśliwać moją szafę, bo ja mam problem z nadmiarem wzorów, i często nie mam co na siebie włożyć, bo kolory i wzory nie chcą się do siebie dopasować.
    Uwielbiam japoński sposób dobierania kolorów i wzorów w strojach tradycyjnych, niby wszystko skrajnie różne, ale jakoś tak pasuje do siebie (chociaż nie dla każdego oka, Europejczycy często kręcą nosem *^v^*).

Dodaj komentarz