Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

1 komentarz

raport z włoczkowego raju

raport z włoczkowego raju
Herbi
  • dnia 7 kwietnia 2015
  • http://herbimania.com

Końcówka marca była dla mnie czasem odwiedzin w robótkowym raju – pojechałam do Niemiec, obejrzeć jedne z największych w Europie targów hobbistycznych skupiających się głównie na włóczkach, akcesoriach do dziergania i szydełkowania, a także (na mniejszą skalę) tkaninach, quiltingu i haftowaniu. Oczywiście, najbardziej interesowały mnie te dwie pierwsze dziedziny.

W chłodny i deszczowy dzień przekroczyłam próg targów w Kolonii, by eksplorować każdy zakamarek czterech hal wypełnionych po brzegi stoiskami. Przyznam szczerze, że już po 5 godzinach zwiedzania mój umysł zareagował na tę nadmierną stymulację całkowitym „przegrzaniem”, po prostu nie byłam już w stanie przyswoić więcej informacji, kolorów, faktur i innych cudowności. Tylko dzięki wytrwałości najlepszego mężczyzny na świecie udało mi się jednak obejrzeć wszystko i jeszcze utrwalić to na zdjęciach.

Na targach wystawiali się chyba wszyscy liczący się producenci włóczek z Europy kontynentalnej, spora reprezentacja Wielkiej Brytanii i Turcji, a także niezbyt liczna grupa wystawców z USA i Ameryki Południowej i tylko dwie firmy z Polski. W trzech halach można było obejrzeć i dotknąć najcudowniejszych włóczek, podyskutować z fachowcami i pasjonatami robótkowania, podziwiać różne atrakcje, jakimi wystawcy przyozdobili swoje stoiska. W czwartej hali odbywały się warsztaty, pokazy mody oraz umieszczono w nich wystawy robótkowych dzieł sztuki. Jednym słowem, absolutne szaleństwo.

W sklepie koncepcyjnym Langa przez długą chwilę trwałam w nabożnym zachwycie nad jakością i paletą kolorystyczną produktów tego producenta. Postanowiłam w przyszłości bliżej się zaznajomić się z jego włóczkami. Odkryłam nieznaną w Polsce markę z Danii, która tak mi się spodobała, że poważnie zastanawiam się nad tym, czy nie sprowadzić jej do Polski. Złamałam się na stoisku pewnej prząśniczki z Republiki Południowej Afryki i kupiłam sobie dwa moteczki kid moheru w pięknym odcieniu morskiej zieleni 😉 (było to jedno z nielicznych miejsc, w których można było coś kupić – i bardzo dobrze, bo do domu wróciłabym jako bankrutka).

Publiczność targową stanowiły niemal wyłącznie kobiety, liczba ręcznie dzierganych elementów garderoby noszonych przez odwiedzających znacznie przekraczała średnią (a jakie cuda można tam było zobaczyć). Najbardziej jednak uderzył mnie fakt, że fanki robótkowania wydają się być także w dużej mierze wielbicielkami naturalnej siwizny i to niezależnie od wieku. To również moja osobista słabość, więc dość często zdarzało mi się wyłowić w tłumie właścicielkę przepięknej, srebrnej fryzury (i wcale nie były to „babunie”, lecz często kobiety w przedziale 40-50 lat). Moją uwagę przykuł również Stephen West, który także wystawiał się na targach. Zgodnie ze swoją ekscentryczną naturą nosił czapkę w kolorze „Barbie pink” w połączeniu z naćwiekowaną, skórzaną motocyklówką zachlapaną niedbale różową i szarą farbą (zdjęcie w galerii).

Rozmawiając z przedstawicielem jednego z niemieckich producentów wyjawiłam, że jestem z Polski i w odpowiedzi usłyszałam, iż uważa on Polskę za bardzo rozwojowy rynek, że u nas zainteresowanie robótkowaniem jest znacznie większe niż w Niemczech i to w dużo szerszej grupie wiekowej. „Skoro jest tak dobrze” – pomyślałam – „to dlaczego jest tak źle.” Dlaczego na targach wystawało się tylko dwóch producentów z naszego kraju (Ariadna i jakaś firma produkująca maszyny przemysłowe) i dlaczego tutaj nie uświadczysz podobnych, dużych imprez branżowych? Może jednak wszystko jeszcze przed nami – czego życzę sobie i Wam.

 

Komentarze

  1. Coś pięknego… Następnym razem postaram się nie przegapić takiego wydarzenia:)

Dodaj komentarz