Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarzy 5

#throwbackThursday, który stał się sobotą, czyli ażurowy kardigan i dramat fryzjerski

#throwbackThursday, który stał się sobotą, czyli ażurowy kardigan i dramat fryzjerski
Herbi
  • dnia 3 października 2015
  • http://herbimania.com

Tym razem wspominkowy czwartek będzie w sobotę, bo się zagapiłam 😉 Pomyślałam sobie, że w ramach tego cyklu mogłaby pokazać Wam nie tylko wybrane dziergadła ze starego bloga, ale również kilka projektów powstałych w czasie, gdy zrobiłam sobie przerwę w blogowaniu (ale przecież nie w dzierganiu 😉 Dzisiejszy wpis prezentuje delikatny, ażurowy kardigan, który ochrzciłam mianem „Cloud”, czyli „Chmurka”, co niestety nieco zaciemnia sytuację, bo już jedną „chmurkę” tu pokazywałam.

Sweterek ten powstał we wrześniu 2012 roku, więc proszę się nie dziwić, że wyglądam na zdjęciach, jak wyglądam. Oprócz ażurowego cuda, które stało się jednym z moich ulubionych sweterków dokumentują one bowiem jedną z moich największych porażek fryzjerskich.

O wpadce u fryzjera….

Chciałam mieć fryzurę podobną do obecnej, poszłam do Znanego Fryzjera i nastąpiła totalna klapa.

Pan wysłuchał mnie chyba tylko jednym uchem, rzucił jednym okiem na zdjęcie poglądowe, tonem fachowca rzucił coś w stylu: „Będzie Pani zadowolona”, po czym kazał mi zdjąć okulary (minus 5,5 dioptrii, czyli bez szkieł widzę tyle, co kret i w żaden sposób nie byłam w stanie kontrolować procesu strzyżenia), po czym przycinał i golił cały czas rozmawiając z kolegą i na końcu z dumą zaprezentował mi taką piękną katastrofę. A najgorsze było to, że zszokowana zachowałam się całkowicie nieasertywnie, podwinęłam ogonek, nie powiedziałam słowa, grzecznie zapłaciłam wygórowaną cenę i przełykając łzy pomknęłam do domu.

Na szczęście później los zesłał mi Panią Justynę z Miasta Kobiet, która z delikatnością przeprowadziła mnie przez trudny proces zapuszczania włosów do długości, przy której coś można było już z nimi zrobić, wspinając się przy tym na wyżyny kreatywności i dbając o to, bym nie oszalała patrząc w lustro. I to jej zawdzięczam obecną fryzurę, w której czuję się sobą w 120%.

Ażurowy kardigan – wróćmy do tematu w końcu…

No i tradycyjnie dygresja zdominowała zasadniczą treść postu 😛 Wróćmy więc do swetra. Projekt własny – dopasowany, ażurowy kardigan bez guzików, z wąskimi rękawami, wzór podpatrzony gdzieś w Internecie. Do tego długie ściągacze i kołnierz szalowy bez kołnierza (ściągacz szalowy?). Spinam go zwykle stareńką broszką w kształcie księżyca, z gwiazdami zawieszonymi poniżej. Wypatrzyłam ją kiedyś na Allegro, kupiłam za grosze i bardzo lubię. Dyskretny połysk starego metalu pięknie pasuje do mglistej szarości swetra.

ażurowy kardigan włóczka Soprane
Nie pamiętam, jakimi drutami dziergałam, ale z mych notatek wynika, że zużyłam 110g włóczki „Soprane” marki Cheval Blanc. Skład ma niezbyt luksusowy: 50% akrylu, 35% moheru, 15% wełny, ale dzierga się nią bardzo przyjemnie i zdała egzamin praktyczny – dziś po paru latach i wielu praniach (bardzo lubię „Cloud” i noszę dość często) jest już nieco zmechacona na spodniej części rękawów i bokach, ale biorąc pod uwagę intensywność użytkowania, to spisała się świetnie, więc polecam. (możecie sami ocenić, jak obszedł się z nią czas – zdjęcia poniżej, te bez modelki ilustrują aktualny stan). Ażurowy kardigan nie pasuje już może zbytnio do mojego obecnego stylu ubierania, ale w pracy, w biurze jest idealnym kamuflażem 😉

Wkrótce postaram się pokazać wam jeszcze jeden sweter z kategorii „premiery po latach”, tylko muszę dogadać się z lubym, żeby w jednym miejscu znalazł się on, ja, dobre światło i fajne tło. Tworzę także coś zupełnie nowego, ale ostatnio czas wolny stał się luksusem, więc robótki przybywa bardzo wolno…

Komentarze

  1. Małgosia

    Świetny sweter! Baaardzo mi się podoba :).
    Ja u fryzjera byłam raz. Katastrofa była tak tragiczna, że nigdy więcej już do fachowca z tej branży nie poszłam i nie zamierzam.

    • Dziękuję 🙂 A co do fryzjerów, to miewałam różne wpadki, ale ta była najgorsza i bardzo się cieszę, że wreszcie znalazłam fryzjerkę, która umie słuchać ze zrozumieniem 😉

  2. Wychodzi na to, że fryzjer jak lekarz, musi umieć słuchać pacjenta… Chmurka śliczna! 🙂

  3. Tak, pamiętam ten sweterek. Śliczny jest! Broszka oczywiście również 🙂
    A co do „uznanych” fryzjerów, trzymam się od nich z daleka. Też miałam taką przygodę jak Ty i miałam chęć wyrwać sobie resztę włosów z głowy, bo nic się z nimi nie dało zrobić. Teraz mam swoją panią Kasię i niech jej wszystkie bóstwa fryzjerskie dadzą zdrowie, żeby mnie mogła obcinać jak najdłużej 🙂

  4. opakowana

    jaka piekna chmurka!!! a co do fryzjerow…no ja chodze do tej samej pani od 25 lat i przez dlugie okresy czsu tne na to samo…no i prawie za kazdym razem wlosy mi sie zachowuja zupelnie roznie i przez to wygladaja zupelnie roznie…bylam w srode i absolutnie nie wygladaja wlosy jak powinny….odczekam 😉 No a Ty masz pania Justyne!

Dodaj komentarz