Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarzy 7

jak zapanować nad włóczkoholizmem - etap pierwszy: inwentaryzacja zasobów

jak zapanować nad włóczkoholizmem – etap pierwszy: inwentaryzacja zasobów
Herbi
  • dnia 18 października 2015
  • http://herbimania.com

Stali Czytelnicy tego bloga zapewne pamiętają, że pod koniec września postanowiłam publicznie przyznać się do problemu ze „zbieractwem” włóczek i chęci, by minimalizm, który tak pozytywnie wkroczył w inne dziedziny mego życia, objął także moje hobby. Obmyśliłam pewien plan, jak zapanować nad włóczkoholizmem i pozostała „tylko” jego realizacja.

Jak zapanować nad włóczkoholizmem – pierwsze etapy realizacji planu

Ponieważ do zwiększenia motywacji potrzebowałam dobrego startu, a więc czegoś, co da szybko konkretne efekty, pominęłam pkt. 1 planu: „identyfikacja wyzwalaczy nałogu” i zajęłam się najpierw punktem 2, czyli inwentaryzacją zasobów. Żeby ogrom pracy mnie nie zniechęcił nie poświęciłam na to jednego dnia, podzieliłam pracę na malutkie zadania. Gdy tylko miałam wolną chwilę wybierałam sobie jedno miejsce, pojemnik, półkę i inwentaryzowałam włóczki tam przechowywane. Całość zabrała mi chyba nieco ponad tydzień, ale ani razu nie czułam się przytłoczona lub zniechęcona.

W organizacji procesu pomogła mi tabela w Excelu, w której wpisałam najważniejsze dane pozwalające na identyfikację poszczególnych włóczek. Poniżej kilka przykładowych wpisów. Jak widzicie, nie zawsze udało mi się wypełnić wszystkie pola, ale to nie szkodzi.

jak zapanować nad włóczkoholizmem - inwentaryzacja włóczek

Jakie wrażenia po tym etapie akcji, jak zapanować nad włóczkoholizmem? Nie sądziłam, że będzie się to wiązało z takimi emocjami. Po pierwsze niektóre włóczki to jednocześnie pamiątki po określonych ludziach, miejscach i wydarzeniach. Po drugie człowiek staje twarzą w twarz z prawdą, którą cały czas radośnie wypierał: „Nie kontroluję zakupów włóczkowych i mam więcej motków, niż mogłabym zużyć, w tym całą górę zupełnie niepotrzebnych”.

Od lat sprytnie ukrywam kolejne zakupy w pojemniczkach, szufladach itd., rozproszone wyglądają tak skromnie i niewinnie. Jednak po podsumowaniu okazało się, że w sumie mam w domu 89 rodzajów włóczek plus nieduża torba z małymi, resztkówkowymi „przydasiami”, łącznie około 21 kg różnego rodzaju materiałów dziewiarskich. Mówię tylko o tym, co zostało, bo w trakcie inwentaryzacji wyrzuciłam także nieco zapasów (głównie kiepskiej jakości akryli itp.) – „nieco” to określenie eufemistyczne: to był worek na śmieci o pojemności 35 l.

Korzyści

Ten etap realizacji planu, jak zapanować nad włóczkoholizmem wiązał się również ze sporą satysfakcją i wieloma korzyściami:

1. Odnalazłam kilka par drutów i innych akcesoriów (duże agrafki do tymczasowego przekładania oczek, markery itp.), które uważałam za bezpowrotnie zagubione.

2.Pozbyłam się trupów z szafy – kilku robótek – zaczętych czasem parę lat temu – porzuconych, zapomnianych tak bardzo, że nawet nie wiem, co właściwie miało z tego powstać. Wszystkie sprułam i przewinęłam w ładne, zgrabne kłębki.

3. Miałam kilka prawdziwych olśnień, gdy odkrywałam fajne włóczki, o których istnieniu dawno zapomniałam. Tym sposobem znalazłam idealną, ciemnośliwkową, mięciutką wełnę jagnięcą do połączenia z Sansibarem marki Lang nabytym w tym roku w Berlinie. A ja się martwiłam, czy znajdę w sklepie coś odpowiedniego pod względem koloru i grubości – ta śliwkowa „znajdka” pasuje idealnie i jest jej akurat tyle, by w zestawieniu z Sansibarem wyszedł ciekawy, może nawet dość obszerny sweter. Czysty zysk! PS: Sweter wyszedł – o tutaj!

4. Odkryłam, że całkiem sporo włóczek chciałabym sprzedać lub oddać – możecie się więc szykować – niedługo zacznę wrzucać na profilu fejsbukowym pierwsze oferty. To będzie żmudny etap, bo każdą włóczkę trzeba ładnie sfotografować i opisać, by ułatwić wybór ewentualnym nabywcom, ale małymi krokami powinnam sobie poradzić.

5. Tabela w Excelu okazała się nieocenioną pomocą ułatwiającą zapanowanie nad zasobami. Dzięki niej udało mi się zebrać motki z tego samego rodzaju razem (czasem okazywało się, że kilka motków tej samej włóczki znajdowałam w 3 lub 4 różnych miejscach) i wiem dokładnie ile mam danej włóczki, jaka jest gruba, jaki ma kolor i gdzie jej szukać w mieszkaniu. To wszystko pozwoliło mi na odzyskanie poczucia kontroli nad sytuacją.

6. Choć w zasadzie jeszcze nic nie zrobiłam, to już poczułam się dużo lepiej, chyba za sprawą pkt. 5. Teraz nie muszę przekopywać się przez tony motków, mogę usiąść przy laptopie i w spokoju przeanalizować, co chcę zrobić z włóczek przeznaczonych do zatrzymania, a co z resztą, czy dana włóczka nadaje się do realizacji określonego pomysłu itp.

Podsumowanie

Czuję się bardzo zmotywowana do dalszego działania – teraz wracam do punktu 1 i jednocześnie chyba zacznę wdrażać pkt. 3 i 4 planu (analiza zinwentaryzowanych włóczek pod kątem ich dalszych losów oraz sprzedaż/oddanie niechcianych włóczek). Wszystko będę opisywać na blogu – trzymacie kciuki!

Zobacz także: z pamiętnika włóczkoholiczki, czyli jak pokonać nałóg…

Komentarze

  1. Omatkokochana! Padłam. Herbi, jesteś niesamowita. Ta tabelka w excelu mnie powaliła! Czapki z głów, ale nie zamierzam iść w ślady 🙂

    • No co, nowoczesne technologie w służbie narodu 😛

  2. umarłam z zazdrości.. ja swoich nie ogarniam jeszcze

    • A chcesz/potrzebujesz? Bo niektórym dobrze z niewiedzą 😉

  3. Herbi jesteś niesamowita ( a ja nie jestem oryginalna w zachwycie :)) !

  4. Jestem pod wrażeniem – zarówno ilości zachomikowanych zbiorów, jak i całej tej świetnie zorganizowanej akcji inwentaryzacyjnej :). Ja na razie panuję nad sytuacją, ale ostatnio zauważam u siebie pewne symptomy wczesnej chomikozy…

  5. sekutnica

    jakiś czas temu zastanawiałam się nad inwentaryzacją moich materiałów, ale doszłam właśnie do wniosku, że kto mniej wie, ten lepiej śpi – szmatoholizm w rozwiniętej postaci

Dodaj komentarz