Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarzy 18

Słowa otuchy dla początkujących

Słowa otuchy dla początkujących
Herbi
  • dnia 27 grudnia 2016
  • http://herbimania.com

Totalnie napaliłaś się na dzierganie widząc, jakie cuda wychodzą spod drutów i palców koleżanki. Hej, to nie może być takie trudne – pomyślałaś – na pewno mogę wydziergać coś dla początkujących. Następnego dnia wylądowałaś w sklepie z włóczkami. I tu zaczęły się schody …

Jaką włóczkę wybrać? Jakie dobrać do niej druty? Wełna czy bawełna? I z czego do cholery jest zrobiona alpaka? Ile tego kupić na szal? A w domu zerkasz na filmiki instruktażowe na YouTube próbując odwzorować to, co tam pokazują i czujesz się kompletnym beztalenciem. Oczka spadają, są nierówne i krnąbrne do granic możliwości. Spokojnie! Nie desperuj! Zrób sobie coś dobrego do picia (łyknij nawet kieliszeczek czegoś mocniejszego, jeśli musisz ukoić nerwy) i poczytaj, co ma Ci do powiedzenia ciocia Herbi 😉

Dzierganie jest proste (jeśli pozwolisz sobie na błędy)

Wiem, wiem – chcesz dziergać koronki, albo wielokolorowe wzory i te wszystkie subtelne detale, ale weź głęboki wdech i zaakceptuj fakt, że dopiero się uczysz. Z dzierganiem jest jak z jazdą na rowerze. Przez jakiś czas będziesz przeklinać świat spadając i ocierając sobie kolana, ale jeśli po prostu będziesz uparcie kontynuować swoje działania, to pewnego dnia jazda pójdzie gładko. Najpierw w tylko parę metrów. Później trochę więcej. Na końcu będziesz panować nad sprzętem i już nigdy się tego nie oduczysz.

Nie wymagaj od siebie zbyt wiele od razu, ciesz się procesem i okazją do powrotu do czasów dzieciństwa, gdy wszystko było nowe i robiliśmy różne rzeczy z ciekawości, a nie dla uznania innych. Bądź jak uczeń Hogwartu po raz pierwszy używający różdżki. Tak, druty to twoje magiczne różdżki! Na początku będą sprawiać niespodzianki, później staną się przedłużeniem Twojej woli. Daj sobie trochę czasu i zobacz, co się stanie.

Nie czas na subtelności

By się nie zniechęcić na samym początku potrzebujesz „szybkiego sukcesu”. Nie osiągniesz go z włóczką typu „lace”, którą dzierga się na cieniutkich drutach (o średnicy 2 mm na przykład). Sięgnij po coś grubszego. Będziesz mogła łatwo manipulować robótką, wszystkie oczka będą dobrze widoczne, a projekt będzie się szybko rozrastać. Szukaj włóczek, które na etykiecie mają informację, że dziergać je należy na drutach o numeracji od 4.5 do 8. Jeśli etykiety są opisane w języku angielskim, to szukaj słów: „medium”, „worsted”, „chunky”, „aran” lub „bulky”.

Raczej nie porywaj się na grubaśne włóczki dziergane na drutach powyżej nr 9, bo choć rzeczywiście robótka rośnie dzięki nim w oczach, nie są zbyt wdzięczne w obróbce i mogą łatwo nadwyrężyć Ci palce i nadgarstki.

Nie kupuj najtańszego akrylu

Wiem, wiem, myślisz sobie – O matko, na pewno będę wszystko pruć po 50 razy, a efekt końcowy i tak nie będzie idealny, to po co wyrzucać kasę w błoto? Otóż – tani akryl wcale nie znosi dobrze częstego prucia. Po drugie – a co jeśli Ci się uda? Co jeśli wydziergasz coś całkiem fajnego i całą radochę zepsuje Ci fakt, że to coś dziwnie skrzypi pod palcami i wygląda jak chińska pierdoła z cyklu „wszystko po 1 zł”?

Oczywiście, nie namawiam Cię do rzucania się od razu na ręcznie farbowane motki, czy mieszankę jedwabiu z kaszmirem. Wybierz coś ze średniej półki, zapewniającego solidną jakość za rozsądną cenę. Wybierz jakąś wełnę przystosowaną do prania w pralce (oznacza się ją jako „superwash”), wybierz wełnę merino, wybierz merceryzowaną bawełnę o mocnym skręcie. Dobrze zniosą prucie i nie będą się mechacić od samego patrzenia na nie. A w dodatku są miłe w dotyku.

Małe jest piękne

Pewnie wyczytasz gdzieś, że najlepiej jest zacząć od szala. Niekoniecznie – szal jest dość prosty technicznie, ale zwykle dość długi i praca nad nim może się łatwo znudzić (nie mówiąc o tym, że będziesz mieć mnóstwo okazji do pogubienia oczek).

A co powiesz na to, by zacząć od czegoś mniejszego? Kwadratowa podkładka pod cokolwiek, etui na telefon lub laptop, ogrzewacz na kubek, niecodzienna osłonka na doniczkę? Wszystkie te projekty bazują na kształcie kwadratu lub prostokąta i pozwolą Ci w małych, lecz częstych dawkach praktykować podstawowe umiejętności: nabieranie, przerabianie i zamykanie oczek.

Dokształć się

Zanim chwycisz za druty, poznaj podstawy. Masz mnóstwo opcji: kursy stacjonarne (najczęściej organizowane w lokalnych sklepach z włóczką), filmiki na YouTube, blogi, skorzystanie z wiedzy kogoś z rodziny, książki i czasopisma. Jeśli zdecydujesz się na czerpanie wiedzy z filmów, książek lub czasopism, najpierw obejrzyj/przeczytaj wszystko „na sucho”. Dopiero później przejdź kolejne etapy z drutami i włóczką w ręce. Upewnij się, że rozumiesz, co należy zrobić. Możesz też zaglądać tutaj – wkrótce Herbimania poszerzy się o informacje dla początkujących.

Nie jesteś samotną wyspą

Nic tak nie motywuje, jak grupa osób o podobnych zainteresowaniach. Poszukaj jej. Koniecznie zajrzyj na Ravelry – to największe skupisko dziewiarek z całego świata w Internecie i prawdziwy sezam ze skarbami w postaci gotowych wzorów, forów dyskusyjnych (jest również polska grupa dyskusyjna), recenzji włóczek itd. Sporo grup dziewiarskich jest również na Facebooku.

Możesz też zajrzeć na facebookowy profil Herbimanii i zadać mi pytanie. Odpowiem, jeśli będę w stanie pomóc. Dziewiarki to zasadniczo przyjazny i pomocny tłumek. Nie bój się prosić o pomoc, chwalić sukcesami i śmiać z własnych porażek.

Powtarzaj, powtarzaj, powtarzaj

Repetitio est mater studiorum – mawiali starożytni Rzymianie i mieli rację: powtarzanie to matka wiedzy (i kuzynka zdolności dziewiarskich, czy jakoś tak ;-). Uświadom sobie, że dzierganie to tylko powtarzające się oczka lewe i prawe. No dobrze, trochę nakłamałam, bo mamy jeszcze wariacje w postaci przerabiania oczek razem, dodawania nowych oczek lub narzutów, ale one też zawsze przerabiane są jako oczka lewe lub prawe. Powtórz je dostateczną liczbę razy, a będziesz w stanie wydziergać, co tylko chcesz (i to bezwzrokowo nawet… po jakimś czasie)

Dobry warsztat

Postaraj się od samego początku wyrobić sobie zestaw dobrych nawyków, które zaprocentują w przyszłości. Kup notatnik i zapisuj w nim szczegóły dotyczące poszczególnych robótek. To mogą być bardzo suche, techniczne zapiski, albo piękne graficznie notatki, jak w „passion planners” (jeśli łatwo uzależniasz się od ładnych rzeczy, to pod żadnym pozorem nie wpisuj tego hasła w oknie wyszukiwania na pinterest.com – nie wyjdziesz stamtąd przez parę dni). Notatnik to także dobre miejsce na szkicowanie nowych pomysłów.

Przed rozpoczęciem nowego projektu zawsze przygotuj próbkę, wypierz ją i wysusz i dopiero na tej podstawie określaj, ile oczek i rzędów potrzebujesz, by uzyskać pożądane wymiary. Tak, na banderoli włóczki zwykle znajduje się informacja, ile rzędów i oczek powinno dać próbkę o wymiarach 10 x 10 cm, ale każdy dzierga nieco inaczej i możesz uzyskać trochę inny rezultat niż obiecywał producent.

Przygotuj sobie pudełeczko, w którym znajdą się: małe nożyczki (do obcinania włóczki), igła z dużą dziurką (do zszywania robótki), szydełko średniej grubości (do „łapania” i podciągania uciekających oczek), centymetr krawiecki (do mierzenia, czy wszystko idzie zgodnie z planem) i markery dziewiarskie (do oznaczania kluczowych miejsc w robótce).

Policz do 10

Nie, nie po to, by się uspokoić – po to, by uchronić się przed błędem typowym dla początkujących. Otóż zwykle zaczynają oni dziergać z określoną liczbą oczek i nagle, gdzieś w połowie robótki okazuje się, że oczek jest jakby mniej, a te „zniknięte” podziały się nie wiadomo gdzie. Jeśli przytrafiają Ci się takie problemy, weź kilka markerów dziewiarskich i umieść je co 10 oczek na drucie. Przekładaj je na nowy drut w trakcie dziergania, W ten sposób łatwo przeliczyć oczka w dowolnym momencie i „namierzyć uciekiniera”.

Odpręż się, to hobby, nie wyścigi!

Naprawdę, nie traktuj tego zbyt serio. Po prostu się baw!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Komentarze

  1. poczekam na kurs dla opornych 🙂

  2. ankaskakanka

    Genialny poradnik. Gratuluję pomysłu i możliwości Twoich porad.🤗

  3. Hannah

    Ha! Zupełnego abecadła nauczono mnie w szkole, skończyło się na niedokończonym szalu. Zapomniałam o tym na parę lat, po czym zupełnie znienacka idąc przez miejski rynek zapragnęłam swetra w warkocze, nabyłam w kiosku Sandrę bo miała odpowiedni model na okładce, z Sandrą pod pachą udałam się do pasmanterii i nabyłam włóczkę metodą „o, ta mi się podoba” i „Proszę pani, to ile musiałabym kupić na taki sweter, o?” (miałam szczęście początkującej, bo trafiłam na bardzo przyzwoitą mieszankę wełny z akrylem w odpowiedniej grubości). Po czym wydziergałam ten sweter bezpróbkowo, bo szczerze mówiąc nawet nie rozumiałam do końca o co w tej całej próbce chodzi – był to mój pierwszy prawdziwy projekt. Oczka mi od początku wychodziły bardzo równo ku zdumieniu wszystkich i byłam wystarczająco uparta żeby to dokończyć. (Dopomógł mi też fakt, że miałam ciotkę dziewiarkę i sweter w warkocze z definicji jest zawsze trochę „za duży”). Siostra mi go potem zawłaszczyła, a jej z kolei ukradziono go w Niemczech (co postanowiłyśmy zgodnie uznać za komplement, choć powstrzymując zgrzyt zębów). I od tego czasu poszło gładko.
    A teraz mam problem początkującej inaczej, to znaczy nie umiem przeskoczyć na następny stopień. Kiedy widzę jak dziewczyny bez wysiłku modyfikują wzory i utrafiają w rozmiary to jasny szlag mnie trafia. Dla mnie to zawsze loteria jest. Nie ufam sobie i swoim umiejętnościom i koncentracji na przykład na tyle żeby się odważyć na jakieś potężne zmiany, nie mówiąc już o własnych wzorach. A rozmiar to po prostu na dwoje babka wróżyła, za każdym razem. To moja największa drutowa frustracja teraz. I stale się czuję taka początkująca, zwłaszcza jak się porównuję z Internetem.

    • Odpowiedzi na Twoje frustracje są dwie: próbka i matematyka 😉 Zrób próbkę, wypierz, zblokuj, a później poddaj torturom – nie żartuję. Włóż do torebki i ponoś parę dni, przemiętol pod prześcieradłem – co ci wyobraźnia podpowiada. Dopiero wtedy zmierz ją i na tej podstawie dokonaj wyliczeń matematycznych, jak powinna wyglądać ilość oczek i rzędów, by uzyskać pożądany rozmiar i modyfikacje. Tutaj nie ma żadnego „utrafiania” i polegania na koncentracji. Polegasz na metodach naukowych: eksperymentach (próbka) i obliczeniach na bazie efektów uzyskanych podczas eksperymentów. Wiem, że to może nie brzmi zbyt sexy, ale albo Ty panujesz nad robótką, albo ona nad Tobą 😉 Życzę sukcesów!
      PS: A „niespodzianki” zdarzają się każdemu, czasem nawet tym najlepiej naukowo przygotowanym 😉

      • Sylwia

        Fantastyczna rada 🙂 Na pewno z niej skorzystam, jeśli będę chciała wydziergać swój pierwszy sweter 🙂

      • Hannah

        Och gdybyż to było takie proste. Niestety wchodząc w dziewiarstwo porzucamy rozkosznie i krzepiąco deterministyczny świat matematyki szkolnej. (To już Yarn Harlot zauważyła, że dzierganie jest non-deterministic system).
        Tu wkraczamy do świata w którym wynik 2+2 zależy od wilgotności powietrza i dziesiątek innych czynników 🙂

        Oczywiście będę nadal próbować 🙂

        I zrób taki post o wykańczaniu projektów pliz. Wykończenie czyni całą różnicę między homemade a handmade 🙂

        • A o czym konkretnie chciałabyś przeczytać w takim poście o wykańczaniu (poza relacją z tego, jak wykończona jest potem dziewiarka 😉

        • Świetny pomysł, też bym poczytała o wykończeniach! Oraz o tym, jak łączyć włóczki ręcznie farbowane – powinnam co kilka rzędów odcinać włóczkę i chować nitki, czy jak to wygląda?

          • Zapisuję na listę tematów 🙂

          • Hannah

            No mnie generalnie na przykład chodzi o to, jak to się dzieje, że kiedy chcesz żeby wykończenie było w miarę luźne (na przykład przy skarpetkach) to wychodzi ci takie, że może odciąć krążenie krwi w stopie, a kiedy chcesz żeby było zwarte i leżało płasko to rozwija się w rozkoszne falbanki, i jakim cudem nitki, które pochowałaś wedle wszelkich tutoriali na youtube wyłażą i psują cały efekt. I jeszcze jak to się dzieje, że na tutorialach te wszystkie mattress stitch wyglądają idealnie równo a u mnie jak krzywa wieża w Pizie. Generalnie chodzi mi o jakiś taki najprostszy przewodnik do czego dana technika wykończeniowa się nadaje a do czego absolutnie nie i jak poprawić samo wykonanie, bo wykańczałam wiele swetrów więc technicznie powinnam przynajmniej widzieć jakąś poprawę a tu nic. Przyznam, że to jest najbardziej demotywujące i jeśli ktoś chce to bez skrupułów wydaję moje dziergadła, albo noszę je tylko „po domu”. Całe szczęście że sam proces sprawia mi radość, bo inaczej już dawno bym to rzuciła w diabły.

          • Hmmm, kurka, nie wiem, czy ja dostatecznie mądra jestem, by takie wielkie tajemnice próbować wyjaśniać 😉 Bardziej mi to na tekst filozoficzny wygląda, niż na przewodnik. Zastanowię się, czy mam coś sensownego do przekazania w tej kwestii i jeśli odpowiedź będzie twierdząca, to machnę post na blogu, ok?

  4. Justyna

    Herbi, cudownie genialna kobieto, należy Ci się Nobel z rękodzieła! Miętolenie próbki! To jest ten brakujący element, którego zawsze brakło na mej kamienistej ścieżce ku doskonałości. Bo (prawie) zawsze robię próbkę (no nie oszukujmy się, do oversizowego komina nie robię, do szalika prawymi też nie), piorę ją i suszę na płasko, a i tak zdarza mi się po wypraniu gotowego dzieła uzyskać wór pokutny (jak planowałam sweter) albo worek na płody rolne okopowe (jak miała być czapka). Ostatnio taki psikutas zrobiła mi czapka z super soft baby alpaki, której jednak nie odpuszczę – spruję i poprawię.
    Nie wpadłam na to, że przy niektórych włóczkach samo wyschnięcie na płasko nie ujawni ich potencjału rozciągliwości, który wyłazi dopiero w normalnym praniu i noszeniu. Niby prosta rzecz… Dziękuję bardzo!!!

    • Przy niektórych włóczkach wystarczy zwykła zblokowana próbka, ale czasem czujesz, że to taki egzemplarz, który może sprawić niespodzianki, więc lepiej go trochę „przeczołgać”.

  5. knitolog w podróży

    Fantastyczny post :))) Podeślę go kilku koleżankom 😉
    Ja , jakieś 3 lata temu wróciłam do dziergania , którego nauczyłam się w liceum ( no więc wieki temu ;)) i bardzo się zdziwiłam, że to teraz jest całkiem inna bajka niż kiedyś. Właściwie to nic nie umiałam tylko prawe i lewe, nawet nie wiedziałam, że są jakieś rozmiary drutów 😉 a teraz to nie wyobrażam sobie życia bez dziergania , i z taką dumą noszę te swoje sweterki, że nikt ze znajomych nawet nie próbuje mnie sprowadzić na ziemię ;)))
    PS To , że trzy lata temu wróciłam do dziergania to było jak piszesz „serendipity” :)))

    • O, ja myślę, że tu nie o dumę chodzi, tyko o to, że dziergasz naprawdę fajne rzeczy 🙂 A „serendipity” to moja ulubiona muza 😛

  6. nitką malowane

    cudownie że trafiłam na tego bloga…z szydełkiem jestem za pan brat ale drutów ciągle się uczę żeby uzyskać zadowalający mnie efekt zwłaszcza przy większych formach a tu taka skarbnica wiedzy, pomysłów i motywacji 🙂 jestem zachwycona 😉

Dodaj komentarz