Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarzy 13

Jak moje dzierganie na drutach zyskało dzięki ogrodnictwu?

Jak moje dzierganie na drutach zyskało dzięki ogrodnictwu?
Herbi
  • dnia 19 lutego 2017
  • http://herbimania.com

Zanim opowiem Ci, jak moje dzierganie na drutach zyskało dzięki ogrodnictwu, muszę się do czegoś przyznać. Wiele lat marzyłam o własnym ogrodzie, lecz moje „uprawy” ograniczały się do kilku doniczek na balkonie miejskiego mieszkania. Od trzech lat mam wreszcie własną działkę i wyżywam się ogrodniczo, głównie produkując kilogramy ekowarzyw (okazało się, że jestem posiadaczką „zielonych kciuków”, jak to mówią Niemcy). Niektórzy uważają ogrodnictwo za ciężką i niewdzięczną pracę, ale ja uwielbiam zanurzać palce w ziemi, gadać z groszkiem i pielić sałatę. Ogród udzielił mi kilku cennych lekcji, które jak ulał pasują do dziergania na drutach. Myślisz, że te dwie rzeczy nie mają nic wspólnego ze sobą? Przekonaj się, że jest inaczej.

Jak moje dzierganie na drutach zyskało dzięki ogrodnictwu?

1. Wszystko ma swój czas

Ogród nie lubi, żeby go pospieszać. Możesz troszkę mu pomóc stosując szklarnie i foliowe tunele wczesną wiosną, ale ogród nie da się zbytnio oszukać. Ma swój rozum i swoje tempo zapisane w tajemniczym języku nasion. Jeśli chcesz mieć dobre plony, musisz pozwolić się ponieść naturalnemu rytmowi – wczesną wiosną przejrzeć torebeczki z nasionami, w odpowiednim czasie posiać, wysadzić sadzonki do gruntu nie za wcześnie, na czas podlewać i nie spieszyć się nadto z pieleniem. A pomiędzy tym wszystkim być łagodnym, życzliwym obserwatorem. Nic nie wymuszać, lecz czasem nieco pomóc – tu podsypać nawozu, tam przywiązać łodyżkę do palika.

Z dzierganiem jest dokładnie tak samo – liczy się nie tylko efekt końcowy, lecz cała droga, która do niego prowadzi. Satysfakcję i przyjemność przynosi każdy etap. Cudownie jest wybierać włóczkę, dotykać ją i zastanawiać się, czym chciałaby się stać. Etap projektowania lub wykonywania próbek do gotowego wzoru bywa wymagający, ale fantastycznie jest poczuć w końcu, że układanka jest gotowa.

Samo dzierganie na drutach… co mam Ci powiedzieć – to czyste zen – miarowe pobrzękiwanie drutów, oczka przesuwające się z lewej do prawej strony. To wszystko porządkuje myśli, uspokaja umysł. Prucie? Tak, prucie też jest częścią tego doświadczenia, jak i błędy. Nikt się do tego nie wyrywa, ale właśnie wtedy trenujemy cierpliwość i pokorę. Zszywanie… no dobrze – poddaję się – zszywanie możemy odpuścić na rzecz dziergania w całości 😉

Gdy zanurzysz się w proces dziergania przyjmując postawę życzliwego obserwatora i „wspomagacza”, często będziesz mieć poczucie, że robótka „dzierga się sama”. Zupełnie jakby była żywym organizmem, który wie dokładnie, jak ma wyglądać.

dzierganie na drutach a ogrodnictwo

2. Ogród nie lubi rywalizacji

Tak, wiem – istnieją konkursy ogrodnicze, w Wielkiej Brytanii celebrowane są nawet z wielką pompą, jednak ogrody w swej istocie nie lubią „wyścigu szczurów”. Nie możesz uparcie próbować wyhodować na swojej działce pomidorów okazalszych niż te sąsiada, jeśli Twoja ziemia zupełnie się do tego nie nadaje.

Prawdziwa satysfakcja nie płynie z poczucia, że zrobiłaś coś lepiej od innych, lecz z faktu, że zrobiłaś to samodzielnie i od zera. Pozbądź się presji szepczącej do ucha, że powinnaś dziergać to czy tamto, bo wszyscy teraz to robią. Albo używać określonej włóczki, bo jest modna.

3. Testuj, testuj, testuj

Każdego roku poświęcam 2-3 skrzynie ogrodnicze na mojej działce na uprawę roślin, z którymi jeszcze nigdy nie miałam do czynienia. Wybieram na chybił trafił to, co mi się podoba. Wiele z tych eksperymentów kończy się spektakularną porażką, ale niektóre doprowadziły mnie do prawdziwych odkryć.

Z dzierganiem należy postępować tak samo – nie bać się, wybierać sobie nowe wyzwania i obserwować, czy nam odpowiadają. Nie mówię przy tym wyłącznie o sukcesach. Czasem coś nas „kręci”, choć jeszcze nie wychodzi zbyt dobrze. Szukaj takich projektów dziewiarskich. One pozwolą Ci bawić się tym, co robisz i mieć stały, wysoki poziom zadowolenia.

4. Nie można mieć wszystkiego

Ok, to brzmi trochę, jakby sama sobie przeczyła – tu testuj, testuj, a tu: nie można mieć wszystkiego. Chodzi mi o to, by mieć świadomość, że inne ogrody są zawsze kuszące, ale w moim muszę dobierać rośliny rozsądnie i nie rozpraszać się robiąc wszystko na raz.

Dlatego należy eksperymentować w rozsądnej skali, odsiewać eksperymenty  nieudane i wybierać te rzeczy, które Ci najbardziej odpowiadają. Nie musisz być ekspertem we wszystkich aspektach dziewiarstwa, by być świetną dziewiarką.

5. Odpoczywaj

Czasem tak bardzo uwikłam się w pielenie, przekopywanie i podlewanie grządek, że zapominam, żeby sobie na nie popatrzeć. A przecież ogrodnictwo to nie tylko praca fizyczna. Ogrodnik powinien też na chwilę zatrzymać się, usiąść wśród roślin, posłuchać, jak pszczoły uwijają się w kwiatach rukoli (uwielbiają je, co odkryłam przypadkiem), zobaczyć biedronkę na poziomkach i dostrzec cały, niewiarygodny splendor zroszonego wodą strączka groszku napuchłego od słodkiej zawartości.

Tak samo jest z dzierganiem na drutach. Bywa, że człowiek ma ochotę skończyć robótkę jak najszybciej, bo czeka już następna i pomysły kłębią się w głowie. Wtedy trzeba przyhamować, przypomnieć sobie, po co to w ogóle robisz, posłuchać brzęku drutów, przyjrzeć się oczkom robótki, pogłaskać włóczkę. Wdech… wydech.. pięknie jest być tu i teraz 🙂

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Komentarze

  1. Pięknie to połączyłaś.Wiem coś na ten temat kocham działkę i robótki.Często na działce siedzę z drutami i patrzę i słucham.

  2. ankaskakanka

    Jak zwykle genialnie porównłaś z pozoru dwie inne czynności. Sama mam ogród i hoduję w nim warzywa. Mnie obie rzeczy kojarzą się ze spokojem. Nic tu w nerwach nie zrobisz, jak pisałaś, nie przyspieszysz. Kocham pracę w ogrodzie za wysiłek, za to, że widać owoce pracy w postaci warzyw i kwiatów, za powierze. Twoje posty nadają się ns książkę o zaletach dziergania. Myślałaś nad tym. Ludzie nieinternetowi nadal śmieją się z dziergania, a kiedy robi to facet, to pewnie jest to idiota. Książka otworzyła by oczy tym, którzy nie wiedzą co mówią i obrażają, nas pasjonatów.

    • Hmmm, chyba jeszcze nie dojrzałam do takiego przedsięwzięcia, ale coś tam w duszy łka, więc nie wykluczone, ze kiedyś porwę się na większą formę 😉 Dziękuję za miłe słowa.

  3. Hannah

    Najbardziej w ogrodnictwie i dzierganiu uwielbiam to, że oba stanowią połączenie sprzecznych elementów – struktury i improwizacji a raczej – struktury i umiejętności z elementem nieobliczalnym kompletnie. Właśnie dlatego są jak gramatyka 🙂 Może dlatego najbardziej lubię ogrody w stylu angielskim, kontrolowaną wilderness.

    Mam obecnie skrawek trawnika może dlatego ciągnie mnie także do ogrodów miejskich, uprawianych w skrzynkach po szampanie i innych takich twórczych wykorzystywań każdej przestrzeni, w duchu Alys Fowler. Ogrodnictwo i dzierganie dają poczucie satysfakcji nawet w niesprzyjających warunkach. Jesteś przygotowany na wszystko łącznie z atakiem zombie i zmierzchem cywilizacji 🙂 Może dlatego podziwiam ogrodników i sama się boję. To taki ogrom wiedzy. Ale z drugiej strony – z dzierganiem daję radę choć mam mnóstwo do nauczenia, nadal. Więc może na ogród też się odważę. Od czego ty zaczynałaś, jak już stanęłaś na tej działce i uświadomiłaś sobie ogrom przedsięwzięcia? 😉

    • Przejęłam działkę, która nie była uprawiana od 5 lat – to było chwastowisko ze starymi, chylącymi się ku upadkowi drzewami i rozlatującą się chatką. Zaczęliśmy od wykarczowania prawie wszystkich drzew, do końca pierwszego roku ręcznie oczyściliśmy pół działki (bo się uparłam, że żadnej chemii), w drugim roku w tym miejscu zrobiliśmy grządki na warzywa, zrobiliśmy też płot i obsadziliśmy go winobluszczem, kupiliśmy małą altankę i posadziliśmy krzewy ozdobne oraz założyliśmy kompostownik. W kolejnym odchwaściliśmy drugą połowę działki, założyliśmy na niej trawnik, prowizoryczne grządki zamieniliśmy na skrzynie, posadziliśmy różany żywopłot z przodu i boku. W tym roku chcemy wyżwirować wszystkie ścieżki (strasznie chwasty się plenią) i zagospodarować kącik do odpoczynku (bo wreszcie zacznie się przydawać, mam nadzieję 😉 W przyszłym roku mam nadzieję na taras przy altance, a za dwa lata: oczko wodne i japoński zakątek.

  4. Dziękuję za ten wpis. W samą porę przeczytałam. Wena odeszła ode Mnie jak obrażona. Teraz myślę, że po prostu daje mi odpocząć, nabrać siły na dalsze prace dziewiarskie i nie tylko. Przecież wiosna za pasem i tak samo muszę nabrać sił na pielęgnację ogrodu, kopanie , sianie, plewienie.
    Potem wieczorami siadam na ławce zmęczona i przyglądam się jak fruczak gołąbek spija nektar z Moich kwiatów.

    • Odpoczywaj, wena na pewno wróci, pojechała tylko na krótkie wakacje 😉

  5. Maria

    Masz rację,nic w ogrrodzie na siłę . Ja starałam się wyhodować sadzonki w domu, aby przyspieszyć zbiór,ale te posiane w odpowiednim terminie na grządce dały obfitszy plon.
    Uwielbiam wiosnę na dzialce.Uwielbiam obserwować ,cieszy mnie kazda najmniejsza roślinka, pielenie to moja ulubiona czynność.

  6. Elżbieta

    Świetne porównanie i bardzo ciekawy post. Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością, uśmiechając się półgębkiem…bo nie mam własnego ogrodu, ale za to trochę biegam. Nic wyczynowego, o nie, zwykłe truchtanie…Jednak podczas każdego treningu, czuję się tak jak Ty w swoim ogrodzie. I pomyślałam teraz, że mogłabym napisać w ślad za Tobą: Jak moje dzierganie na drutach zyskało dzięki bieganiu? I odwrotnie chyba też! Dużo o tym dzisiaj myślałam…chyba dlatego, że nie mogę się doczekać kiedy zniknie błoto i kałuże, i wreszcie wyruszę. Bardzo fajne dziewiarskie pomysły przychodzą do głowy wraz z kolejnymi kilometrami…

    • Biegam latem wyłącznie i dlatego, że w czasie bieganie totalnie się wyłączam i NIC mi nie przychodzi do głowy 😛 I to jest piękne. Poza tym nie ma nic milszego niż bieganie po lesie (nie lubię biegać w mieście, po chodniku, ale pod bokiem mam nadrzeczny park w zasadzie będący lasem (nawet leśniczówka jest)

  7. No tak, jako wiejskie dziewczę uwięzione w mieście, po twoim wpisie jeszcze bardziej chcę dołączyć do grona działkowców.

  8. Gusia

    U mnie było bardzo podobnie… Najpierw ogród ozdobny, potem ciągle powiększałam warzywnik, między tym wszystkim druty, które wielbię… I to pobrzękiwanie pszczół… Teraz mam 4 ule w ogrodzie i pierwsze 6 litrów własnego miodu w spiżarni. Jestem szczęśliwa!!! Uwielbiam się rozwijać 🙂

Dodaj komentarz