Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarzy 18

Wyzwanie kaizen - raport, tydzień 3

Wyzwanie kaizen – raport, tydzień 3
Herbi
  • dnia 15 maja 2017
  • http://herbimania.com

Trzeci tydzień wyzwania kaizen nie był dla mnie łatwy. Z tym większym zdumieniem obserwowałam więc, ile udało mi się zrobić mimo totalnego zapracowania oraz, jak kaizen zapuszcza powoli korzonki w innych dziedzinach mego życia…

Wyzwanie kaizen – raport z tygodnia 3

Zacznę od tego, że zeszły tydzień był bardzo intensywny zawodowo i naprawdę wymagał ode mnie dyscypliny. Dużo pracowałam, ale codziennie udawało mi się rysować przynajmniej przez założone minimum, czyli 10 min. Z wyjątkiem jednego dnia, kiedy to podjęłam świadomą decyzję, że nie rysuję, bo wróciłam do domu o 20:00 ze świadomością, że w mailu czeka na mnie błagalna prośba klientki, by zrobić jej tłumaczenie na wczoraj.

Kolejnym pozytywnym zjawiskiem, jakie zauważyłam jest to, że zaczęłam niejako odruchowo stosować podejście kaizen w innych dziedzinach życia. Dzięki temu w sposób absolutnie niewymuszony mimo zapracowanego tygodnia codziennie ćwiczyłam, a nawet zaczęłam program biegania – od 0 do 5 km w 9 tygodni i wcale nie bolało 😉 (to znaczy, oczywiście, wyplułam płuca, ale mentalnie nie miałam żadnych oporów) Sprzątałam i prałam też metodą małych kroczków, dzięki czemu w weekend nie zostało mi wiele do zrobienia. Coraz bardziej wydaje mi się, że kaizen jest wręcz szyte na moją miarę.

Podsumowanie czasu

Mój zeszły tydzień z wyzwaniem kaizen prezentował się tak:

  • poniedziałek (08.05.) –  11 min.
  • wtorek (09.05.): 0 min.
  • środa (10.05.): 10 min.
  • czwartek (11.05.):  12 min.
  • piątek (12.05.):  10 min.
  • sobota (13.05.):  32 min.
  • niedziela (14.05.):  20 min.

W sumie: 95 min., czyli całkiem nieźle mimo pominięcia jednego dnia. Długi czas rysowania w sobotę (rysowałam tuż przed zaśnięciem 😉 poświęciłam na przygotowanie śmiesznej (mam nadzieję) grafiki, którą zamierzam w piątek wrzucić na profil Herbimanii na Facebooku.

I jeszcze porada…

Tym razem, nie ze świata kaizen, lecz wprost z hipermarketu, ale świetnie się sprawdza przy wyrabianiu dobrych nawyków. Zapewne wiecie, że w supermarketach specjalnie układa się produkty, które właściciel sieci chce sprzedać w największej ilości na półkach znajdujących się na wysokości wzroku kupujących? Te tańsze, przynoszące mniejszą marżę handlowcom, zwykle okupują dolne lub górne półki, które trudniej zauważyć i do których trudniej sięgnąć.

Ten sam trik możemy zastosować wyrabiając sobie nowy nawyk. Umieść przedmiot kojarzący się z tym nawykiem w takim miejscu, żebyś prawie cały czas napotykał/a go wzrokiem.

Jeśli chcesz praktykować jogę, zawczasu (najlepiej tuż po powrocie do domu) połóż matę przed kanapą. Chcesz się uczyć hiszpańskiego, połóż słownik przy laptopie. Chcesz rysować codziennie, ułóż ołówki i blok do rysowania koło pilota od telewizora, itd. To naprawdę działa 🙂

I jestem bardzo ciekawa, jak Tobie udał się 3 tydzień wyzwania kaizen? Daj znać poniżej.

Zapisz

Zapisz

Komentarze

  1. Beata

    Gratuluje i podziwiam ze tak pięknie ci idzie.Ja niestety poległam i ćwiczyłam swoją jogę tylko trzy dni.Nie mam zupełnie nic na swoje wytłumaczenie bo czas miałam.Jestem po prostu leniwa i brak mi stałości w postanowieniach.Ale nie poddam się,o nie!

    • Może Twój umysł uznał to zadanie za zbyt ambitne – skróć czas drastycznie – np. 5 min. jogi dziennie. Będzie Ci normalnie wstyd nie poświęcić 5 min. 😉

  2. Ponieważ mam swoje małe wyzwanie (też związane z nawykami) to nie przystępuję do tego, ale po przeczytaniu twojego wpisu wyciągnęłam akwarelki, które od prawie dwóch miesięcy czekały na mnie spoglądając smętnie z półki i poćwiczyłam chociaż rękę w tym czasie słuchając czegoś w sieci.
    W moim przypadku jednak niestety nie wystarcza 8 tygodni na wyrobienie nawyku. Od grudnia niemal do końca marca malowałam – rysowałam codziennie choć trochę, ale w marcu ze zmęczenia odpuściłam raz czy drugi i niestety wypadłam z tego nawyku. Czas do niego wrócić.
    I żeby tak żartobliwie zakończyć, niestety nie mogę zostawiać maty do jogi przed kanapą, bo moja kotka uwielbia na niej prostować pazurki 😉
    Pozdrawiam

  3. Idzie Ci coraz lepiej, brawo! *^v^*
    U mnie jako tako. To znaczy, malowanie idzie pięknie, maluję każdego dnia chociażby jeden obrazek. Za to zmagania z Bardzo Toksyczną Bliską Osobą trochę na minusie, rozproszona wyrwaną ósemką i bolącymi w związku z tym zębami dałam się kilka razy wyprowadzić z równowagi i trochę się poddałam, bo nie miałam siły na nawet najmniejsze kroki w stawianiu oporu. Mam nadzieję, że w tym tygodniu będę bardziej dzielna!

    • Nie zrażaj się, Twoje wyzwanie jest szczególnie trudne, bo części elementów tej układanki nie jesteś w stanie kontrolować. Trzymam kciuki!

  4. Zofia

    To ja składam Wam gratulacje za zmagania. Każdy mały krok zasługuje na takie gratulacje. Naprawdę tak uważam. Ja w zeszłym tygodniu zmieniła trzy sesje ćwiczeń na dwie, bo tak, to miałam wrażenie, że nie robię nic innego niż rehabilitację. Poza tym skończyłam w kołnierzu ortopedycznym, bo we wtorek obudziłam się „bez rąk”. Ale świeżo wdrażany nawyk skutecznie przywrócił mi sprawność do końca tygodnia. Opłaca się być systematycznym zatem. Moje ćwiczenia (rozpiska) leżą na widoku, więc mogę potwierdzić, że to się sprawdza. Jest szansa, że w tym tygodniu wrócę na treningi. Nadzieja umiera ostatnia.
    Ja dokładam od tego tygodnia chodzenie spać o 23 ciej a nie po północy, kiedy przed 6tą muszę wstać. Mam astmę, jest okres pylenia, musiałam już zwiększyć dawkę leków, jak będę spać poniżej 6 godzin to się jeszcze bardziej teraz rozchoruję. Wczoraj mi sie nie udało, ale będę walczyć.
    Kciuki za wszystkich zaciśnięte.

    • Och, odpowiednia ilość snu to i moja pięta achillesowa, ale jak tu spać, skoro tyle się dzieje? 😉 Trzymam kciuki za rehabilitację, bo to naprawdę gardłowa sprawa, widzę.

  5. Zofia

    Taaaaak ja też nie mam czasu na spanie, ale 6,5 godziny to się stała absolutna konieczność. Za dużo pasji w życiu. WHO stwierdza, że aby człowiek dorosły nie chorował, powinien spać 7 godzin na dobę. No to niech będzie 7 od momentu kiedy się położę, do momentu kiedy wstanę, a w międzyczasie jeszcze czytanie ;).
    Dzięki. Tak to poważna sprawa, ale jak czuję, że mam moc sprawczą w odwróceniu negatywnych rzeczy poprzez swoje działanie to jestem optymistką. Bo od tego właśnie jest kaizen.

    • Mój organizm potrzebuje dużo snu, żeby dobrze funkcjonować, wszystko poniżej 7 h robi ze mnie zombiaka 🙁 więc pracuje raczej nad 7,5 h – choć szkoda tyle czasu na sen tracić ;-P

      • Zofia

        Herbi, no ja Cię rozumiem. Szkoda tyle tracić, ale potem trzeba popychać kawą albo coś. Ja dziś zaliczyłam kryzys po kilku niedospanych nocach właśnie. Nowy nawyk będzie baaardzo trudny.

        • Tak, dla mnie to też bardzo trudne, bo czasu wolnego mało, a chęci i zainteresowań wiele, ale zauważyłam, że jeśli się nie wyśpię, to moja praca jest g.. warta (pracuję intelektualnie – tłumaczenia robione w stanie półśpiącym zwykle musza być następnego dnia poprawiane od 0, bo do niczego się nie nadają 😉

          • Zofia

            Nie zauważyłam od razu. Herbi bo tłumaczenia to praca twórcza. Więc oczywiste jest, że musisz być wyspana. Ja cierpię na nadmiar słusznych celów. Nie bez przyczyny w trakcie robótek na drutach ….. słucham audiobooków. Nie umiem się też skupić na tych bardziej skomplikowanych z liczeniem oczek (bo za dużo myślę, nawet jak nie słucham), dlatego dobrze mi idą tylko proste formy. Pracy mam dwa rodzaje (twórcza i odtwórcza), jak jestem niewyspana to zaczynam od tej odwtórczej, ale nie zawsze się da tak żonglować. Pamiętam jak dziś, kiedy artykuł do Wydawnictwa kończyłam …. w szpitalu z dzieckiem (laptop na kolanach). Nie wierzyłam potem że taka chała poszła, bo ktoś mi na szybko korektę zrobił żeby tylko terminu dochować, bo ja w tym szpitalu dalej robiłam odtwórczą pracę przy chorym dziecku.
            Moim problemem jest wiecznie rozpędzony umysł, brak czasu na sen, a właściwie brak możliwości bezproblemowego zaśnięcia to efekt tego, że nie mogę zatrzymać myśli. Jak jestem niewypasana to dochodzi świadomość, że jestem nieefektywna i pociąg myśli jeszcze się nakręca.
            Wczoraj poszłam o 23ciej do łózka. Grzecznie. Zasnęłam …. po 0.30. Wstałam 5.50. A muszę dziś napisać kolejny artykuł do Wydawnictwa. Jestem zombie ;). Nic to oddalam się, bo napisałam tu mnóstwo rzeczy, a nic z tego nie wynika. ;).
            Może tylko to że Cię rozumiem. 🙂

          • Oj, współczuję – dosłownie, ale mam nadzieję, że niedzielę masz choć udaną.

  6. Poziomka

    Z opoznieniem dotarlam, wiec to dopiero moj pierwszy tydzien, ale musze przyznac ze metoda mi sie podoba. Skorzystalam z nauk i „przykleilam” cwiczenia do porannej kawy, czyli jedynego stalego punktu dnia, czy to piatke, czy swiatek. Na razie swiadomie cwicze malutko, moze ze 2-3 minuty wszystkiego, bo inaczej konczy sie to zakwasami, zniecheceniem, szukaniem wymowek, czyli standartowa klapa. A tak, to gdzies tam siedzi mi mysl ze robie cos pozytywnego dla siebie, a nie wymaga praktycznie zadnego wysilku.
    Trzymam kciuki za Was i za siebie tez!

    • Dobre wieści, cieszę się, że ci ta metoda pomaga 🙂

  7. A podobno jeszcze kobiety potrzebują więcej snu niż mężczyźni. Ja np potrzebuję 8h, żeby być żywa 😛
    Moje kaizen jest dość przyziemne, ale potrzebne – codziennie ćwiczę krótko, 5-10 min rozciągania, żeby podreperować mięśnie trzymające kręgosłup, gdyż ten ostatni mam zepsuty :/. (a rehabilitacji mi nie zalecono, żeby go dalej nie psuć…) Przykleiłam te ćwiczenia do porannego wstawania bez problemu, bo wlaśnie wtedy jest mi się trudno ruszać, zatem ćwiczenia wychodzą intuicyjnie 😀

    • Zofia

      Justyna ćwiczymy! To nie jest przyziemne kaizen. Każdym dniem zbliżamy się do poprawy sprawności. Pozdrawiam serdecznie.

    • Hej, kaizen ma być przyziemne, trywialne – małe kroczki, które w nikim nie budzą lęku, ale wiodą ku celowi 🙂 trzymam kciuki za ćwiczenia.

Dodaj komentarz