Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarzy 28

10 rzeczy, które chciałabym wiedzieć, gdy zaczynałam przygodę z dzierganiem na drutach

10 rzeczy, które chciałabym wiedzieć, gdy zaczynałam przygodę z dzierganiem na drutach
Herbi
  • dnia 1 grudnia 2017
  • http://herbimania.com

Dzierganie na drutach zainteresowało mnie jeszcze w szkole podstawowej, mogłam mieć wtedy 10-12 lat. Moja mama dziergała, ale chętniej używała szydełka i haftowała (robiła to nawet zarobkowo, na zlecenie Cepelii, żeby móc być ze mną w domu, gdy byłam mała <3). Babcia też miała zręczne ręce, ale wolała czytać wiersze i zachęcać mnie do tworzenia własnych. Dlatego, choć atmosfera w domu była przychylna wszelkim formom „zrób to sama”, dziergać nauczyłam się zupełnie samodzielnie, posługując się starą, rozlatującą się książką opisującą podstawowe techniki. Tak mnie to wciągnęło, że dziergam i samoudoskonalam się do dziś 😉

Sprzedawaj na Etsy!


Musicie pamiętać, że to były czas, gdy nie było Internetu, wielu fachowych publikacji i czasopism, w telewizji można było oglądać jeden z 2 kanałów, a jeśli chodzi o włóczki, to mieliśmy w Polsce wybór między sztucznym, skrzypiącym Aniluxem, a cholernie drapiącą wełną góralską. Czasem myślę, że szkoda trochę, że wtedy nie miałam w zasięgu ręki tylu pomocy, ani kontaktu z tak samo zakręconymi, choć bardziej doświadczonymi dziewiarkami. Dlatego postanowiłam przygotować dla wszystkich początkujących i trochę bardziej zaawansowanych następującą listę:

10 rzeczy, które chciałabym wiedzieć wtedy, gdy zaczynałam przygodę z dzierganiem na drutach

1. „Magic loop” rządzi

Poważnie, jeśli nie znacie tej metody, to natychmiast lećcie na YouTube i obejrzyjcie, jak to się robi. „Magic loop” pozwala dziergać w całości elementy „tubkowe” bez wyrywania sobie włosów z głowy. Przynajmniej ja zwykle wyrywałam sobie większość włosów z głowy, gdy próbowałam wydziergać na 5 drutach rękaw lub pończochę i okazywało się, że zawsze, ale to zawsze w miejscach styku drutów powstaje mi ażurowa drabinka, niezależnie od tego, jak bardzo się starałam przyciągać nitkę.

2. Dzierganie bezszwowe ratuje życie

Trochę oszukuję, bo ten punkt ma bezpośrednie powiązanie z pierwszym. Bezszwowo dziergam zazwyczaj metodą „magic loop”. Jednak chciałam podkreślić, jaką ulgą było dla mnie odkrycie, że nie będę już musiała męczyć się z zszywaniem poszczególnych elementów swetra. Jestem perfekcjonistką, a podczas szycia jakoś zawsze znalazł się ten jeden szew, w którym krawędzie dwóch części robótki tworzyły maleńki „uskok” utrzymujący się niezależnie od tego, ile razy bym tego nie poprawiała. Jeśli jesteś nerwuską i perfekcjonistką w jednym, wyświadcz sobie przysługę i naucz się dziergać bezszwowo.

3. Włóczka ma znaczenie

Nie mam zamiaru rozpętywać tu odwiecznej dyskusji: akryl, czy nie akryl, tylko szlachetne włókna, czy rozwiązłość włóczkowa. Chodzi mi o to, że na początku przygody z dzierganiem na drutach, gdy wszystko jest nowe, trzeba udoskonalić koordynację ruchową i pamiętać o tylu rzeczach, dobór właściwej włóczki może znacznie umilić żółtodziobom początkowy, trudny etap. Osobiście polecałabym włóczkę w niezbyt ciemnym kolorze (żeby wszystkie oczka były dobrze widoczne), niezbyt włochatą i puchatą (znów – żeby łatwo było odróżnić poszczególne oczka), niezbyt śliską (spadające oczka to zmora) i o średniej grubości (druty 4-5), żeby Cię nie zmęczyła.

4. Raglan przyjacielem mym

Przez ponad 30 lat gimnastyki z drutami i włóczką wypróbowałam chyba każdy istniejący wariant rękawów – z główką, proste, wrabiane, typu saddlebag itd. I powiem Ci, że raglan według mnie jest idealny. Nie tylko przyjemnie się go dzierga i projektuje – wszak to czysta geometria, układa się też idealnie, właściwie na każdej sylwetce. Jeśli uważasz, że moje projekty zbyt często mają raglanowe rękawy, to muszę cię zmartwić, nadal będą je miały, bo to najwygodniejsza forma, jaką znam.

5. Druty na żyłce

Gdy zaczynałam dziergać, druty na żyłce to były zwykle toporne zestawy z okropnymi, sztywnymi, plastikowymi połączeniami. Teraz na rynku oferowanych jest mnóstwo wariantów, w większości bardzo praktycznych. Bardzo długo stosowałam tylko proste druty, jednak w końcu przekonałam się do tych na żyłce. Są wygodniejsze w transporcie, zabierają mniej miejsca w trakcie dziergania, jeśli kupisz odpowiedni model, możesz w trakcie pracy zmienić łatwo rozmiar na inny i nie musisz przekładać oczek. Same zalety i ułatwienia.

6. Próbki!

Tak, wiem, marudzę o tych próbkach za każdym razem, ale one naprawdę są warte zachodu, zwłaszcza, jeśli dziergasz sweter, czapkę lub inna część garderoby, która powinna dobrze dopasować się do sylwetki i twoich kształtów. Nawet jeśli używasz gotowego wzoru i włóczki w nim sugerowanej, zrób próbkę, zmocz, zblokuj, zmierz. Każdy dzierga nieco inaczej, w unikalny sposób naciąga włóczkę i rozmiar gotowej robótki może się na tyle istotnie różnić od pierwowzoru, że nie będzie już na tobie dobrze leżeć. Oszczędź sobie nerwów i nieprzyjemnych niespodzianek i po prostu przygotuj tę próbkę!

7. Długość, nie waga włóczki

Kiedyś oceniałam zużycie włóczki w robótce według wagi. Sweter z włóczki średniej grubości 500 g, gruby 700-1000 g itd. To była wielce niedoskonała miara i często zostawało mi po skończeniu dziergania mnóstwo włóczki lub wręcz przeciwnie – musiałam ją dokupować w trakcie roboty. Okazało się, że ocena zużycia w metrach jest znacznie bardziej precyzyjna, zwłaszcza, gdy korzystam z gotowego wzoru i chcę podmienić sugerowaną włóczkę na inną, o nieco odmiennej grubości.

8. Wielki zapas włóczki nie uczyni Cię lepszą dziewiarką.

Tak, ta porada to także potencjalny punkt zapalny, jako, że dziewiarski świat, to także świat włóczkowych kolekcjonerów 😉 Zdecydowana większość z nas ma zapasy włóczki tak imponujące, że mogłaby otworzyć własny sklep. Rozumiem tę namiętność, też przez nią cierpię. Włóczki bywają tak kuszące, że trudno się oprzeć. Człowiek ma naturalny odruch gromadzenia rzeczy ładnych. Czuje się tak bezpiecznie ze świadomością, że ma swój skarb i zawsze jest po co sięgnąć, gdy przyjdzie do głowy nowy pomysł.

Jednak po latach moja „kolekcja” zaczęła mi ciążyć – zagracała mi dom, niektóre włóczki leżały latami i w tzw. „międzyczasie” zmieniały mi się upodobania kolorystyczne i zawsze jakoś tak się działo, że gdy przychodził mi konkretny pomysł do głowy, to akurat w domu nie miałam odpowiedniej włóczki. Dlatego postanowiłam wdrożyć swój plan wyjścia z włóczkoholizmu. Nie podsumowałam tej akcji, bo rezultaty nie były spektakularne.

Nie udało mi się całkiem zredukować zapasów, ALE znacznie je zmniejszyłam i kupuję nowe włóczki już właściwie wyłącznie wtedy, gdy mam konkretny pomysł i wygospodarowany czas na jego realizację. Jest mi z tym lżej, zwłaszcza, że na rynku wciąż pojawia się mnóstwo nowości, a wysyłka ze sklepów internetowych obecnie trwa zwykle zaledwie 2-3 dni

9. Porażki nie istnieją, są tylko lekcje, które należy przyswoić!

Nie należy bać się prucia, błędów i poprawek. Jeśli Ci nie wyjdzie za pierwszym razem, to nie dlatego, że jesteś do niczego, tylko dlatego, że właśnie zmieniasz swój umysł, uczysz się, nabywasz nowe umiejętności i w twoim mózgu wre praca, tworzą się nowe połączenia między neuronami. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że najwięcej o dzierganiu na drutach nauczyłam się na nieudanych robótkach.

10. Notatki, notatki!

Zapisuj , notuj, metodycznie utrwalaj każdy szczegół poszczególnych projektów – zwłaszcza, gdy zaczniesz się zapuszczać w krainę samodzielnego projektowania. Notatki to źródło nieocenionych informacji, a jeśli – tak jak ja – miewasz długaśne przerwy w dzierganiu, to mogą one być twoja ostatnią deską ratunku, która pozwoli dokończyć robótkę odłożoną dawno na półkę.

Oto mój TOP 10 rzeczy, które chciałabym wiedzieć, gdy zaczynałam przygodę z dzierganiem na drutach. A  co Ty byś do tego dodała? Podziel się swoimi poradami w komentarzach pod postem.

Komentarze

  1. Ela Kos

    No to teraz wiemy, skąd Twoja fryzura…..

    • Tak? a z czego to wynika, bo chyba umknęła mi istota Twojego odkrycia 😀

      • Efkaraj

        Myślę, że z nadmiaru nagromadzonych włóczek, które spożytkowałaś do planu wyjścia z włóczkoholizmu :)))))))

        • LOL – że niby wyrwałam sobie połowę włosów ze zmartwienia? 😀

  2. I jeszcze dodałabym sposoby łączenia nitek – kiedyś wiązałam supły, teraz to dla mnie nie do pomyślenia. I w ogóle te różne triki… Dla mnie chyba największy przełom to swetry bez szwów – nie lubiłam zszywania.

  3. babaruda

    Sama esencja, doskonale podsumowanie. Miałam podobne dzieciństwo, tyle ze wierszy nikt nie pisał, za to siostra ojca nauczyła mnie pisac listy obok szydełkowania i haftu (które poszły w zapomnienie). Bezszwowy sweter zrobiłam po raz pierwszy ponad 20 lat temu postanawiając udowodnić światu, ze skoro ma być noszony jako tuba to zrobię tube od razu 😉 ze zdziwieniem kilka lat temu odkryłam, ze inni tez to odkryli i można sweter robić nawet od góry 😉 druty na żyłce używam od zawsze, nigdy się z długimi nie polubiłam

    • Też mi się zdarzają takie „odkrycia”, które, jak się okazuje, są dawno znane innym 😛

  4. Gasia

    Zrobiłam córce swetr w całości ,ale mial jeden szew na srodku pleców lub przodu… zależy jak ubierze. I tylko tam, zresztą zamaskowany sprytnie. Ale ciekawi mnie jak Wy rozwiazałyście temat rękawów.
    Mnie wyszła całkiem niezła kolczuga .

    • ale w jakim sensie „temat rękawów” i kolczuga? na czym konkretnie polegał problem?

  5. Gackowa

    Ech, chcemy wierzyć, że jesteśmy jedyne w swoim rodzaju, a jednak u wszystkich tak samo. Jedyna różnica, że moja mama brzydziła się ręcznymi robotami, umiała tylko pruć. Nawet sfilcowany moher umiała spruć bez supłów. A poza tym. To samo.

    • Jesteśmy jedyne w swoim rodzaju – tak, jak wszyscy inni 😛

  6. knitolog w podrozy

    Moja historia z dziewiarstwem była trochę inna. Nauczyłam się robić na drutach gdzieś pod koniec liceum , wcześniej robiłam tylko na szydełku. Trochę dziergałam, ale bez specjalnego entuzjazmu, przez okres liceum i studiów . Właściwie to umiałam niewiele, ażury to była czarna magia, raglan też. Potem mi przeszło, pewnie dlatego, że w sklepach już można było wszystko kupić 😉 I dokładnie 4 lata temu nastąpiło odkrycie , że jednak na drutach można robić znowu 🙂 Gdy zobaczyłam co się teraz z drutami wyprawia byłam w szoku: te magic loopy , te Hiya Hiya, te niesamowite włóczki z całego świata, te swetry dziergane od góry na okrągło, to że wzory się spisuje i można je kupować (lub sprzedawać) , te blogi dziewiarskie, te Pinteresty i inne cuda w internetach. Nadal pozostaję w zachwycie nad tą nowoodkrytą pasją 🙂

    • Masz rację, ja też miałam dłuższą przerwę (aczkolwiek raczej kilkuletnią) i ja wróciłam i odkryłam Internet dziewiarski, to po prostu szał 🙂

  7. Marta

    Nic mnie nie przekona do magic loopa 😀 Ale mam bardzo dobrze opanowane druty pończosznicze 😉

    • Kto co lubi, kochana, kto co lubi – absolutnie daleka jestem do narzucania komukolwiek „jedynie słusznej” metody 🙂

  8. Ewa

    Wszystkie punkty prawdziwe, istotne i przydatne, ale imo raglan jest dobry dla szczuplych sylwetek – poszerza w ramionach co przy masywnej sylwetce wyglada tak sobie – tutaj duzo lepsze sa tzw rekawy wszywane.

    • Uważam, że skosy raglanu akurat wyszczuplają ramiona ( w sensie szerokość barków, nie obwód ramienia), ale nigdy nie miałam masywnej sylwetki (za to mam całkiem szerokie barki ;-), więc trudno mi coś dodać z doświadczenia.

      • Podpisuję się pod komentarzem Herbi – mam szerokie ramiona (w porównaniu z resztą) i uwielbiam raglany, bo choć trochę mogę optycznie je zwęzić. To jest złudzenie optyczne – schodzące się ukośne linie.

  9. Ja bym początkującym dała dwie rady: przede wszystkim odważnie próbuj, a jak nie wychodzi, to spytaj bardziej doświadczonych (najlepiej osobiście, ale filmiki na yt są też warte uwagi). Próbowanie daje masę pozytywnej dziewiarskiej energii i pojęcie co najbardziej lubimy, co najbardziej nam pasuje. Poza tym polecam nawet jednostkom maksymalnie aspołecznym włączenie się w dziewiarskie życie towarzyskie (poszukanie grupy dziergającej wspólnie). Na dzień dobry ma się ogromny wspólny temat, a potem okazuje się, że dzięki dziewiarstwu zyskuje się cudownych przyjaciół i grono sympatycznych znajomych 🙂

    • Też jestem mocno aspołeczna i era internetu uratowała mi życie – bo ja średnio znoszę tłumy ludzi (tłum = więcej niż 2 osoby), a w necie się jakoś tego nie odczuwa.

  10. Maria Zofia

    Święta racja! Też robię od dzieciństwa, w młodości robiłam namiętnie i dużo, potem była dłuuga przerwa i parę lat temu radosny powrót do drutów. Zgadzam się też z kolejnością na tej liście, bezszwowe dzierganie i raglan to absolutna baza. Dopiero gdy to opanowałam, a dodam że całkiem niedawno, to moje robienie na drutach weszło w świetlaną fazę;-) Ileż to razy moment, gdy wszystkie części skończone i wystarczy tylko pozszywać okazywał się nie momentem, a koszmarem, wymagającym czasu, dobrego światła i nie efekt nie zawsze mnie cieszył. Zdarza mi się robić rzeczy zszywane, ale to już jest świadomy wybór, gdy zamierzony efekt jest tego wart. A co do przewagi drutów żyłkowych, niby nic dodać, nic ująć, ale dorzucę taki argument, że żyłkowymi można robić na leżąco, nawet w szpitalu, te proste długie wymagają bardziej dostojnej postawy;-) Serdecznie pozdrawiam

    • Dzięki za wkład w dyskusję i też pozdrawiam 🙂

  11. Efkaraj

    To ja dodam tylko chyba to, że długie proste druty z dużą objętościowo robótka są po prostu ciężkie. Ale gdy zaczynałam robić na drutach żadnych innych drutów w sklepach nie było.
    A tak na prawdę, zaczynałam przygodę z drutami na… dwóch szydełkach 🙂 Na szydełku nauczyła mnie babcia, a na drutach koleżanki na podwórku. Ponieważ nie miałam drutów, do nauki wykorzystałam dwa szydełka :))))) To były czasy, ech…
    Miłej niedzieli 🙂

  12. Zgadzam się ze wszystkimi punktami chociaż próbki to dla mnie najgorszy moment dziergania. Kto zaczyna teraz naukę dziergania ma dużo łatwiej. Podobnie jak inni gdy wróciłam po kilkunastu latach do dziergania i odkryłam co pokazuje internet doznałam szoku. W latach 80tych jak zaczynałam się uczyć miałam do dyspozycji tylko długie druty proste, których nie mogłam utrzymać w rękach więc lewy stał pionowo a prawym wywijałam. Stopniowo dorobiłam się drutów z niemiłosiernie sztywnymi żyłkami. Uczyłam się od mamy i mamy koleżanki, która robiła zarobkowo. Mój pierwszy entrelak zrobiłam na maturę a szarą włóczkę (innych kolorów nie było) kupiłam w drogerii. Kilka lat temu wróciłam do dziergania i przy pierwszym raglanie od góry ,,wynalazłam sama „rzędy skrócone, jak po zrobieniu robił się dekolt na plecach dorobiłam kilka rzędów. I jeszcze tylko jedno wspomnienie, jak moi synowie (ok. 6 i 11 lat wtedy) pierwszy raz zobaczyli jak robię na drutach to usiedli przede mną i jak zaczarowani patrzyli co się dzieje. Jeden trzymał kłębek, drugi odwijał wloczkę i nie było końca pytań:). Przepraszam, że tak długo i pozdrawiam:)

Dodaj komentarz