Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarzy 6

Folded Squares Cardigan od Purl Soho, czyli komedia pomyłek

Folded Squares Cardigan od Purl Soho, czyli komedia pomyłek
Herbi
  • dnia 27 marca 2016
  • http://herbimania.com

Nie powinnam dziergać swetrów z gotowych wzorów, bo się do tego nie nadaję. Mam kocią naturę i wszystko robię po swojemu, w związku z czym korzystanie z gotowego wzoru zwykle kończy się przygodami. Jednak, kiedy zobaczyłam Folded Squares Cardigan od Purl Soho, zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Elegancki, minimalistyczny, wygodny i wyrafinowany w niewymuszony sposób.

Zapragnęłam bardzo wydziergać coś takiego i niewiele myśląc zabrałam się do pracy. Postanowiłam zrobić ten sweterek o bardzo klasycznie geometrycznych formach z włóczki Sansibar firmy Lang, którą kupiłam jakiś czas temu w Berlinie. Wiedziałam jednak, że mam jej nieco za mało na cały kardigan. I tu się okazało, że akcja uwalniania się od włóczkoholizmu, a właściwie jej etap polegający na inwentaryzacji zasobów włóczkowych zalegających w moich szafach miała wielki sens. Odpaliłam tabelkę w Excelu, posortowałam włóczki według kolorów i od razu wiedziałam, gdzie szukać czegoś, co teoretycznie pasowałoby do Sansibaru. Praktycznie z radością odkryłam, że zapas cieniutkiej wełny jagnięcej w przyjemnym, śliwkowym kolorze niemal dokładnie odpowiada grubością Sansibarowi, a do tego jej odcień jest niemal ton w ton zgodny z fioletami z występującymi we włóczce od Langa. Minus był taki, że obie włóczki do obrzydliwe cienizny, maksymalnie na druty 2,5.

„Dasz radę” – pomyślałam sobie niefrasobliwie iż typowym dla mnie, niczym nieuzasadnionym optymizmem zaczęłam przeliczać i obliczać – najpierw próbki, później przeliczenie angielskiego wzoru na Foldes Squares Cardigan z cali na centymetry i z centymetrów na oczka. Oj, dużo tego było. Ostatecznie zapadł wyrok – żeby zrobić ten kardigan musiałam w pierwszej fazie dziergania nabrać na druty prawie 600 oczek. Hmm…. no dobrze.

2 rządki Sansibaru, 2 rządki fioletowej, jagnięcej i tak w kółko, do obłędu, przez 2 tygodnie. Robótka była duża, naprawdę duża, ale ze względu na to, że w tym wzorze dzierga się przód i tył od razu razem, uznałam, że tak ma być. Wykradałam każdą wolną minutę, by splatać nowe oczka i wreszcie, gdy miałam już serdecznie dość tej robótki – skończyłam. Ponieważ w Folded Squares Cardigan istotne jest precyzyjne utrzymanie założonych wymiarów i kształtu, do razu zabrałam się za blokowanie, żeby zobaczyć, jak się to wszystko prezentuje.

Okazało się, że mogłabym się owinąć robótką ze dwa razy. Co się stało? Ano na którymś etapie przeliczania pomyliłam się zamieniając miejscami liczbę oczek z liczbą rzędów potrzebnych do uzyskania robótki o szerokości 10 x 10 cm. A, że rzędów potrzeba było prawie 2 razy tyle, to… sami się domyślacie.

Prułam sweter prawie ze łzami w oczach – ze łzami wściekłości na własną głupotę, oczywiście. Na szczęście delikatna włóczka jakoś przeżyła te tortury, choć Sansibar nieco się „podrażnił”. Ponowne przeliczenia, ponowne nabieranie oczek (tym razem niecałe 300, uff), kolejny tydzień pracowitego dłubania. Moczenie, odsączanie, blokowanie – jest, mam to! Wymiary się zgadzały. No to jeszcze szybciutko rękawy, które wymyśliłam sobie w jednolitym kolorze. I tu moje przekleństwo zadziałało jeszcze raz.

Na schemacie Folded Squares Cardigan nie ma wymiaru mówiącego o tym, jak długi ma być rękaw, więc wyliczałam to na podstawie instrukcji i oczywiście, znów pomyliłam dane przy próbce (wzięłam liczbę oczek po blokowaniu zamiast przed blokowaniem). Tym sposobem dorobiłam się rękawów ¾. I nie wiem, czy je zostawić, bo w sumie sweter w tej formie nawet mi się podoba, a na samą myśl, że miałabym coś jeszcze pruć, mam dreszcze. Co sądzicie?

Trzeci „zong” zdarzył się już podczas prób sfotografowania swetra. Wymyśliłam sobie, że zrobimy to na tle fajnego murala ze słoniem, wezmę kółko hula hoop i będą klimaty nieco cyrkowe. Pogoda była piękna, może nawet zbyt piękna. Na miejscu okazało się, że nad muralem wisi ażurowy daszek, przez który prześwieca słońce masakrując mural cieniami, podczas gdy ja musiałabym stać w miejscu zupełnie prześwietlonym. Poszukaliśmy awaryjnej miejscówki, ale tu z kolei we znaki dawał się nam mocny wiatr, który nie sprzyjał pozowaniu (wiem, że nowatorskie podejście jest w cenie, ale nie lubię zdjęć, na których modelka ma cały czas twarz ukrytą we włosach). I to dlatego na prawie wszystkich fotkach jestem ustawiona tak samo, czyli pod wiatr 😉

Dane techniczne

wzór: Foldes Squares Cardigan (projekt Purl Soho)
włóczka: ok. 100 g włóczki Sansibar firmy Lang + ok. 100 g recyklingowanej wełny jagnięcej,
druty: nr 2,5,
czas dziergania: hmm, jakiś miesiąc

PS: Odnoszę wrażenie, że pani na zdjęciu na stronie Purl Soho ma na sobie kardigan w jakimś większym rozmiarze, bo mój  Folded Squares Cardigan – z wyjątkiem rękawów – ma dokładnie takie wymiary, jakie w instrukcji przewidziano dla rozmiaru 38, a jest zdecydowanie krótszy (co mi w ogóle nie przeszkadza).

PS2: Gdy czytam tego posta i oglądam zdjęcia, to widzę, że wyszła mi całkiem piękna katastrofa 😛 No cóż, widocznie nie nadaję się do odtwórczości 😉

Komentarze

  1. Podziwiam Cię, że chciało Ci się spruć cały sweter i robić go jeszcze raz, ja bym to rzuciła w kąt i poszła robić coś nowego, chlipiąc z żalu… *^o^*

    • Jak sobie pomyślałam, że po tej całej pracy efekt będzie taki, że znów nie zmniejszę zapasów włóczkowych, to się zmotywowałam 😉

  2. Nie wiem o co ci chodzi, bo ja żadnej katastrofy nie widzę, tylko super cardigan w świetnych kolorach. Ale jestem pełna podziwu dla twojej wytrwałości. Pozdrawiam:)

    • Chodzi mi o różnicę w stosunku do oryginału 😉

  3. podziwiam za cierpliwość, wytrwałość i determinację 😉
    sweter fajny, mimo, że może faktycznie trochę mniejszy niż w oryginale, ale za to ciekawy kolorystycznie i niepowtarzalny 🙂
    i bardzo ciekawa sceneria na sesję 🙂
    słonecznego lanego poniedziałku 🙂

  4. murfkojad

    w efekcie wyszło twórczo, a nie odtwórczo – i bardzo dobrze 🙂

Dodaj komentarz