Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarzy 17

Prucie robótki, czyli jak zaprzyjaźnić się z demonem, cz. 1

Prucie robótki, czyli jak zaprzyjaźnić się z demonem, cz. 1
Herbi
  • dnia 9 kwietnia 2017
  • http://herbimania.com

Ostatnio w Dzianej Bandzie dyskutowaliśmy dość namiętnie o pruciu. Dla wielu osób sama myśl o o pruciu robótki jest absolutnie przerażająca. Czują się onieśmieleni, zniechęceni i zdemotywowani. Tymczasem nie taki diabeł straszny, jak go malują.

Postanowiłam zebrać dobre argumenty za pruciem, jakie podrzucili Bandziorki i Bandziorzy, dodać coś od siebie i zebrać tu w osobnym poście. Niech będzie Wam pomocą i niesie otuchę w tych ciężkich chwilach, gdy musicie jednym ruchem zniszczyć owoc wielu dni pracy.

Prucie robótki – jak oswoić tego demona?

Po pierwsze należy zrozumieć, że cały opór przed pruciem wynika w największej mierze z naszego niewłaściwego nastawienia i w mniejszym stopniu z tego, że nie zawsze wiemy, jak się do tego bezpiecznie zabrać. Postaram się pomóc w obu kwestiach. Najpierw jednak …

7 argumentów przemawiających za akceptacją prucia robótki jako integralnego elementu dziergania

  1. Dzierganie jest procesem twórczym. Nawet jeśli korzystasz z gotowego wzoru i tak tworzysz. A popełnianie błędów jest nierozerwalnie związane z tworzeniem. Inaczej nie moglibyśmy się rozwijać i robić rzeczy zupełnie nowych. Tworzysz = rozwijasz się = popełniasz błędy = naprawiasz błędy (prujesz). Konieczność prucia nie jest więc oznaką, że coś z Tobą nie tak, lecz naturalną częścią dziergania
  2. Prucie sprawia, że w efekcie końcowym będziesz mieć dokładnie taki sweter/taką chustę/czapkę/taki szal itd., jaki sobie wymarzyłaś/łeś, że pokochasz tę pracę i będziesz z niej dumna/y. Wolisz spruć nieładny fragment, a później często nosić piękny, ręcznie dziergany projekt, czy odpuścić prucie i przez kolejne lata przesuwać wełniany wyrzut sumienia z półki na półkę lub wciskać go w coraz głębsze czeluści szafy?
  3. Jeśli jesteś w stanie zauważyć błąd w robótce, to znaczy, że potrafisz analizować własną pracę, a to już nieco wyższy poziom wtajemniczenia. Prawdę mówiąc, z moich obserwacji wynika, że doświadczone dziewiarki prują częściej 😉
  4. Dzierganie, prucie i ponowne dzierganie oznacza, że w ogólny rozrachunku dziergasz więcej, a przecież kochasz to robić 😉
  5. Jeśli to Twój pierwszy raz – jest okazja to nauczenia się nowej umiejętności.
  6. Prucie robótki uczy uważności i cierpliwości (których to umiejętności zwykle brakuje nam na co dzień) i jest świetną okazją do przemyśleń, dlaczego powstał dany błąd i jak zapobiec mu w przyszłości.
  7. Powiedz szczerze, jak często masz okazję naprawić własne błędy, dosłownie wymazać je z rzeczywistości? Prucie jest jak opcja „save and reload” w grach komputerowych. Cofasz się w czasie i robisz wszystko jeszcze raz, tylko, że już tak, jak trzeba.

DOBRE NASTAWIENIE USUWA NIECHĘĆ

Nie identyfikuj się ze swoimi błędami

Często ludzie mają poczucie, że błędy, jakie popełniają, świadczą o nich samych. Jest w nas głęboka potrzeba perfekcji w tym, co robimy i jeśli coś się nie udaje, nasz wewnętrzny krytyk zaczyna się wydzierać i wmawiać nam, że jesteśmy beznadziejni, głupi i do niczego się nie nadajemy.

Prucie jest swego rodzaju przyznaniem się, że coś poszło źle, a więc pretekstem dla pana krytyka, by się nad nami poznęcał. Błędy nie czynią Cię beznadziejnym rękodzielnikiem, będziesz nim, jeśli zaczniesz zamiatać problemy pod dywan i chować niedokończone, włóczkowe „trupy” po szafach.

Tworzenie nie jest procesem liniowym

Często wyobrażamy sobie proces twórczy jako proste przesuwanie się od jednego punktu do drugiego, aż do osiągnięcia celu. Mniej więcej w ten sposób:

prucie robótki

Tymczasem prawdziwy proces twórczy wygląda raczej tak:

prucie robótki

Powtórki, wracanie do punktu wyjścia, przeróbki – to normalne zjawiska. Nie dzieje się nic złego, po prostu tworzysz 🙂

Nie przywiązuj się do swoich oczekiwań

Buddyści twierdzą, że poczucie braku szczęścia bierze się z nadmiernego przywiązywania się do własnych oczekiwań. Nasz umysł, często bez udziału naszej świadomości, tworzy sobie z dużym wyprzedzeniem pewien obraz tego, jak powinna wyglądać i przebiegać dana sytuacja. Jest tak przywiązany do tego wyobrażenia, że gdy rzeczywistość odbiega od niego, stawia olbrzymi opór i zaczyna nam wmawiać, że nie powinniśmy takiej rzeczywistości akceptować.

Denerwujemy się, smucimy, wpadamy w gniew tylko dlatego, że sprawy nie ułożyły się tak, jak to sobie wyobraziliśmy. Sztuka polega na tym, żeby nie przywiązywać się zbytnio do swoich wyobrażeń i brać życie takim, jakie jest. Osiągniesz swój cel, ale nie zawsze dokładnie w taki sposób, jak to wyglądało w planach.

Bądź tu i teraz, by nauczyć się czegoś nowego

Gdy odrzucisz dziecięcy upór, by świat naginał się do Twoich wyobrażeń, zobaczysz, że prucie jest świetną okazją, by nauczyć się wielu nowych rzeczy. Nie myśl o tym, co było, nie myśl o tym, jak to miało wyglądać. Tu i teraz jesteś tylko ty, robótka i druty.

Przeanalizuj, jak doszło do błędu, zastanów się, co możesz zrobić, by następnym razem ten błąd wyeliminować. Pruj nie spiesząc się – pośpiech może sprowadzić na Ciebie nowe kłopoty. Zrozum, że poprawiając robótkę zwiększasz szansę na to, iż w przyszłości nie będziesz chciał/a rozstawiać się z tym pięknym, idealnym dziergadłem.

Zrób to od razu

Nie odkładaj prucia na później, to najlepszy sposób, by wyhodować sobie stadko „UFOków” (UnFinished Objects = niedokończone robótki).

DOBRA TECHNIKA USUWA LĘK

Czasem boimy się prucia, bo nie wiemy, jak zrobić to bezpiecznie, jak usunąć tylko konkretny, nieudany fragment i nie zniszczyć od razu całej robótki. Poznanie kilku trików i technik prucia powinno zniwelować ten lęk i sprawić, że poczujesz się pewnie i świadomie będziesz kształtować swoją pracę, zarówno splatając oczka, jak i je rozplatając.

Nie zawsze też od razu trzeba pruć wszystko, co wydziergaliśmy, by naprawić błąd. Istnieją sposoby na w miarę bezbolesne poprawienie robótki. Ten post jest już jednak dostatecznie długi i pewnie niektórzy zasnęli gdzieś przy szóstym akapicie 😉 Dlatego konkretne, techniczne wskazówki dotyczące prucia, a także naprawiania błędów w różnych typach robótek (warkocze, ażury, żakardy, brioszka) przedstawię Wam wkrótce w kolejnych postach.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Komentarze

  1. Kuzniahome

    Jak zwykle bardzo bardzo ciekawy post😊😊😊 kuzniahome.blogspot.com 😊

  2. Ciekawe wnioski z prucia 🙂 Owo prucie nie przeraża mnie, bo dzięki temu wiem, jak następnym razem uniknąć błędu. To nic innego tylko nowe doświadczenie. wharmonii.blogspot.com

  3. Zawsze mówię, że prucie to nieodłączny element dziewiarstwa 🙂 Pewnie, że nie lubię tego robić, ale nie raz prułam nawet całość, bo nie byłam zadowolona z efektu. I żyję!

    • Też prułam już w zasadzie gotowe wyroby – shit happens 😉

  4. Iwona

    Dzięki wielkie za ten wpis. Od razu mi się lepiej zrobiło, bo zawsze w sytuacji prucia miałam poczucie winy, że jestem do niczego w temacie dziergania. No i dziś właśnie przymierzyłam świeżo zrobiony seterek już po praniu i jakoś mnie nie ucieszył. Został już wciśnięty na dno szuflady z notatką w pamięci, że zajmę się nim później. Teraz, po przeczytaniu Twojego wpisu, biegnę go wyciągnąć stamtąd i pruję:). Zacznę od rękawów… 😉

  5. knitolog w podróży

    Nie lubię pruć i staram się jak mogę aby tego nie robić. Bywa tak, że nawet sobie wmawiam, że ” tak przecież miało być”, „taka była wizja artysty” (czyli moja ;)). Ale Twoje argumenty mnie przekonały i teraz już wiem, że to nieodłączny element mojego „artyzmu” ;))
    PS Jestem zachwycona rysunkiem, który odzwierciedla „prawdziwy proces twórczy” :))))))))))

    • Ten rysunek oczywiście przedstawia uproszczony schemat 😀

  6. Tusia

    Witajcie kochane, Nienawidzę prucia, niestety Herbi masz rację, że lepiej spruć niż być niezadowolonym i pozwalać aby nasza niechciana twórczość zaległa szafy 🙂 Ja mam to szczęście, że jeśli jakiś ” gotowiec” nie spełnia moich oczekiwań wpada w ręce mojej koleżanki, u której poczucie gospodarności jest bardzo mocno rozwinięte i szybciutko taki nielubiany łaszek staje się nowymi kłębuszkami marzeń:)
    A jak się kropnę we wzorze no cóż, jak to mawia mój tatunio „robię pruję i z tego się utrzymuję” hahaha:)

    Pozdrawiam:)

  7. opakowana

    Ja to raczej nie moge sie doczekac, jakich technik przy pruciu uzywasz, bo ja mam moja opracowana.
    Bo samo prucie i cala filozofia wokol tematu, to mam w malym palcu, hrehre 🙂

  8. Sylwia

    Jesteś naszym robótkowym coachem 😉 A na serio, powyższe zasady odnoszą się do życia w ogóle. Mam niestety skłonność do punktu 1.
    Wracając do prucia, znam technikę „ratunkowej nitki”. Polega ona na tym, że przez rządek, który jest idealny, przewlekamy włóczkę. Zwłaszcza sprawdza się to przy ażurach 🙂

    • Tak, to jest właśnie jedna z technik, którą mam zamiar omówić w kolejnym poście 🙂

  9. Bardzo lubię te Twoje wpisy „natury ogólnej” 🙂
    Odkąd wróciłam do dziergania po wieloletniej przerwie, z pruciem mentalnie nie mam problemu. Akurat u mnie jedną z przyczyn przerwy były m.in. UFOki, które jakoś nie chciały się poprawić od samego leżenia, więc po przerwie robię wszystko, żeby do takich ekscesów nie doszło. Jak tracę serce do pomysłu, koloru, wzoru, włóczki, to pruję, bo wiem, że dobre emocje sobie poszły i już. A jak wrócą, to zawsze mogę zacząć jeszcze raz. Jak do tej pory to się nie zdarzyło 😉
    Mój najdłuższy stażem UFOk ma 4 miesiące i tylko dlatego nie został jeszcze poprawiony, że na druty wskoczyły priorytety. Ale już dojrzewa. Tak że pruć, pruć i jeszcze raz pruć, trupy z szafy won 🙂

  10. Alex

    Zauważyłam u siebie, że jak zaczynam hamować coraz bardziej z robótką to nic z niej nie będzie. Zostawiam sobie trochę, albo dużo czasu na przemyślenie co mi przestało pasować, czy da się to skorygować, a potem to już pruję, bo jak mi coś nie leży /wszystko jedno; dobranie fasonu czy wzoru do włóczki,zły rozmiar/ to i tak nie będę nosić. Jeden z ufoków /sweterek dla wnusi/ leżał rok. Kiedy dojrzałam do wzoru i fasonu został zrobiony w tydzień. 🙂

  11. dranica

    Ja pruję bez żalu ze względu na punkt 2. Takie mam podejście do życia, reszta argumentów wydaje mi się dość oczywista i w sumie wynikowa. Natomiast punkt 4 zaskoczył mnie i wywołał uśmiech na twarzy!
    Świetny wpis systematyzujący z wesołą perełką 🙂

Dodaj komentarz