Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Do góry

Na górę

komentarzy 10

sfilcowało się, niech leży, czyli życie po katastrofie

sfilcowało się, niech leży, czyli życie po katastrofie
Herbi
  • dnia 26 października 2014
  • http://herbimania.com

Zdarza się najlepszym i najbardziej doświadczonym, chwila nieuwagi, zmęczenie, zniechęcenie i leniwy człowiek, zamiast wyprać ręcznie ulubiony sweterek wrzuca go do pralki, nastawia program „do jedwabiu” i myśli, że ujdzie mu to na sucho. Otóż nie proszę Państwa, ręcznie dziergane swetry rzadko wybaczają takie zaniedbania.Kilka miesięcy temu wydziergałam sobie sweterek na podstawie wzoru „Caramel”. Połączyłam w nim dwie nitki: Gazzal Exlusive (50% jedwab , 10% moher, 40% wełna merynosowa 19 mikronów) w kolorze fioletowym i jasnoszary Yarn Art Silk (skład: 50% jedwab, 10% kid mohair, 40% merino). Obie włóczki cieniuteńkie i delikatne, wspólnie dały cudowny, wrzosowy melanż. Caramel wyszedł pięknie, nosił się jeszcze lepiej – prawie w nim zamieszkałam. Niestety mam tylko jedno, niezbyt wyraźne zdjęcie gotowego swetra. Tak to mniej więcej wyglądało.

 

caramel

Zamierzałam obfotografować go jak należy i opisać na blogu, ale przedtem należało go wyprać. Był piątek, człowiek wyczerpany całym tygodniem wyłączył myślenie i postanowił rzeczony sweterek wyprać w pralce (program dla jedwabiu, 30 stopni). Pranie trwało raptem 30 min., ale te pół godziny zmieniło wszystko. Z pralki wyciągnęłam sfilcowane coś, co z powodzeniem mógłby założyć na siebie może 6-latek.

sfilcowany sweter

Chciało mi się płakać, chciało mi się samobiczować… Dobrzy ludzie podrzucili różne metody odfilcowania (moczenie w wodzie z octem, w wodzie po gotowaniu fasoli etc.), ale bałam się, że jedwab nie wytrzyma tak obcesowego traktowania. Miałam ochotę wcisnąć tę sfilcowaną szmatkę w głąb szafy i zapomnieć… Jednak później stwierdziłam, że może po prostu życie daje mi okazję do wysilenia szarych komórek i znalezienia jakichś pozytywów w tej sytuacji.

Improwizując, doszłam w końcu do wniosku, że sfilcowany Caramel może posłużyć jako niecodzienna szalo-chusta i będzie pasować do mojego fioletowego płaszcza. Poniżej efekty zabawy z drapowaniem sweterka na człowieku. Chyba będę go tak nosić. A co wy o tym sądzicie?

Komentarze

  1. Tak zaglądałam na Twoje stare mieszkanie ja 🙂 . Ze starego bloga i teraz z nowego. Miałam nadzieję, że powrócisz. No i jednak nadzieja nie jest matką głupich 🙂 jejku, ale fajnie fryzurkę zmieniłaś! Ja też muszę coś zrobić z włosami……. tylko co? Co do udziergu…………. a może przerób na torebkę?

    • 🙂 Mam nadzieję, że nowy Ci się spodoba.

    • A z fryzurą, to trzeba pogrzebać na Pintereście, wybrać coś odlotowego, co Ci się podoba i nie zastanawiać się 🙂 Torebka – też dobry pomysł.

  2. Mnie się ta wersja bardzo podoba – szal wygląda oryginalnie a do tego nadal ma piękny kolor i z pewnością będzie świetnie grzał (mieszanki wełny i jedwabiu należą do moich ulubionych). Poza tym zobaczy go większa część ludzkości, bo szal nosi się po ulicach, gdzie będą go mogły podziwiać tłumy 🙂
    Mnie się też niedawno zdarzył podobny przypadek – na szczęście posiadam na stanie małą osobę, która chętnie przejęła ofiarę tej katastrofy i i teraz ma piękny, gruby żakiecik, akurat na jesienną pogodę.

    • No tak, ja bym mogła jedynie sfilcowanego Caramela opchnąć kotu, ale na Mantrę byłby zdecydowanie za duży 😀 A Caramela chyba sobie zrobię jeszcze raz, choć może w jakimś nowym kolorze?

  3. Pomysł z szalem super. Takie cudo nie może leżeć na dnie szafy, noś w formie szala, bo idealnie się do tego nadaje i ma nietypowy jak na szyjo-owijacz kształt, niepowtarzalny! *^o^*

  4. sekutnica

    za każdym razem jak zbliza sie listopad, to temat drutów wraca do mnie jak bumerang 🙂

    • i co będziesz dziergać będąc z wizytą u nas? 😉

  5. Obie wersje mi się podobają 🙂 Szal jest na pewno oryginalniejszy i będzie porządnie grzał, więc chyba nie ma tego złego…

    • Też staram się zawsze widzieć dobre strony, nawet w takiej pięknej katastrofie 😉

Dodaj komentarz